Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie

nauczanie | życie | bibliografia | różności | linki

OSTATNIE LATA

Powstawały dalsze szkoły działające pod patronatem Krishnamurtiego. W Indiach od końca lat dwudziestych działały szkoły w Rajghat (Benares) i Rishi Valley, Nandini Mehta zaś prowadziła w opuszczonych garażach w Bombaju osobliwy ośrodek, gdzie najbiedniejsze dzieci, zamiast włóczyć się po ulicach, uczyły się rzemiosł, sztuk, angielskiego i matematyki w atmosferze miłości i wolności. W 1973 r. rozpoczęła w Adyarze działalność dzienna szkoła, w której pobiera naukę 240 dzieci w wieku od 3 do 13 lat. Od 1978 r. działa też szkoła w pobliżu Bangalur, gdzie uczy się 190 dziewcząt i chłopców w wieku od 6 do 13 lat. Brockwood Park w Anglii to szkoła z internatem, w której mieszka i uczy się około 60 dziewcząt i chłopców w wielu od lat 14. Od 1975 r. działa szkoła w Ojai, przeznaczona początkowo dla dzieci w wieku od 5 do 14 lat, a od 1984 r. uzupełniona o szkołę średnią. Czas jakiś działała pod koniec lat 70-ch The Wolf Lake Schoool w Kanadzie. (Dane te dotyczą stanu z końca lat osiemdziesiątych.)

Jako ciekawostkę dodać warto, że od wiosny 1977 dyrektorem szkoły Rishi Valley został dr G. Narayan, syn najstarszego z braci Krishnamurtiego, Sivarama. Jedyna córka Narayana, Natasza, uczyła się w Brockwood. Żadnych względów natury rodzinnej Krishnamurti im nie okazywał, ale i tak nominacja Narayana wywołała tu i ówdzie oskarżenia o nepotyzm.

W 1975 r., po dziesięciu latach przerwy, zamieszkał w swym starym domu w Ojai. Wkrótce potem Mary Zimbalist sprzedała swój luksusowy dom w Malibu i za uzyskane pieniądze zbudowano ukończony w 1978 r. piękny i wyposażony we wszelkie wygody budynek, obejmujący Sosnową Chatę. Jeździli oboje luksusowym Mercedesem, Krishnamurti regularnie czyścił i polerował samochód. Życzył sobie, aby w nowym domu po jego i Mary śmierci powstała biblioteka i ośrodek studiów, ale by nikt tam nie spał.

Gdzieś na początku lat siedemdziesiątych zmienił swój stosunek do tego, co stanie się z nauczaniem po jego śmierci. Pytany o to parę lat wcześniej odparł lekceważąco, że być może wszystko przepadnie. I oto nagle zaczął się ogromnie troszczyć o to, by nauczanie w nieskażonej postaci przekazywano dalej gdy go zabraknie. Wpłynęła może na to świadomość porażki. Przez lat kilkadziesiąt jawił się światu jako Przebudzony wskazujący drogę do Przebudzenia innym. Tymczasem nikt, o kim by wiedział, przebudzony przezeń nie został. Zetknięcie się z nauczaniem zmieniło, w rewolucyjny czasem sposób, życie tysięcy ludzi. Ale nikt nie zdołał dokonać kroku ostatecznego. Krishnamurti do końca niezachwianie wierzył, że jest to, dla niektórych przynajmniej, możliwe. Inni przebudzeni zapewniliby nauczaniu ciągłość - nie było ich jednak. Wobec tego podejmuje kroki, mające na celu przekształcenie oddziałów Krishnamurti Foundation tak, by mogły przekazywać istotę nauczania samodzielnie po jego śmierci. Nalega na włączanie do Fundacji ludzi młodych. Skłania również członków Fundacji, by jak najwięcej mu towarzyszyli, jeździli za nim po świecie rozmawiając z nim i słuchając wystąpień. Tak aby, jeśli nie potrafią przekazać nauczania samodzielnie, znali je choćby intelektualnie, potrafili wiernie powtórzyć to, co on miał do powiedzenia. Usilnie prosił, by po jego śmierci kontynuowały działalność szkoły, które miały  stać również ośrodkami studiów nad nauczaniem.

Zmienił zdanie na temat udostępnienia szerokiej publiczności szczegółów ze swego życiorysu. Poprosił o napisanie swej biografii B. Shiva Rao, wieloletniego członka indyjskiego parlamentu, który w 1909 r. spisywał pod dyktando Leadbeatera żywoty Alcyone. Ponieważ ten nie mógł z powodu choroby rozpoczętej pracy dokończyć, Krishnamurti zwrócił się z podobną prośbą do Mary Lutyens, córki Emilii. Mary znała go od dzieciństwa, słuchała jego nauk w Pergine w 1924 r., a po 1925 r. przeniosła na niego swą młodzieńczą miłość do Nityi. Ale po wyjściu w 1930 r. za mąż poczęła wieść światowe życie i wstydząc się tego zaczęła go unikać. W 1945 r. rozwiodła się i zaraz potem wyszła za mąż powtórnie. To drugie, bardzo udane małżeństwo, nie stanowiło już przeszkody w związkach z Krishnamurtim i odtąd widywali się ilekroć on odwiedzał Anglię, mimo że Mary nie słuchała wtedy jego mów i nie czytywała jego książek. Poczęła na nowo chłonąć jego nauczanie z początkiem lat sześćdziesiątych. Była zawodową pisarką - i nagle w okresie sporów z Rajagopalem wciągnął ją do pracy dla siebie. Redagowała szereg jego książek. W 1971 r., korzystając ze zgromadzonych przez Shiva Rao materiałów archiwalnych, Mary Lutyens przystąpiła do pracy nad trzytomową biografią [Krishnamurti. The Years of Awakening, 1975;  Krishnamurti. The Years of Fulfilment, 1983; Krishnamurti. The Open Door, 1988]. Również za jego namową Pupul Jayakar napisała Krishnamurti. A Biography [1986].

W ciągu kilku ostatnich lat życia nakręcono o nim kilka filmów. W tym okresie prowadził nauczycielską działalność w sposób niezwykle intensywny i regularny, wbrew rosnącym kłopotom ze zdrowiem. Od 1974 r. często towarzyszył mu lekarz z Rajghat, dr T. K. Parchure. Ćwiczenia hatha jogi i długie spacery odbywał regularnie jeszcze na kilka tygodni przed śmiercią. A choć wygłaszanie mów coraz bardziej go męczyło, nie znosił też bezczynności. Nadal uwielbiał czytać dreszczowce i oglądać w kinie i w telewizji sensacyjne filmy. W domu z pasją pomagał Mary rozpakowywać torby z zakupami i wykonywał drobne prace kuchenne. Aż do ostatnich dni uwielbiał zajęcia w ogrodzie, sadzenie drzew i kwiatów, podlewanie, zabiegi pielęgnacyjne.

Wieloletnia przyjaciółka Krishnamurtiego, Radha Burnier, została w 1980 r. wybrana Prezydentem Towarzystwa Teozoficznego. Nastąpiło to akurat w dniu, kiedy słuchała jego mów w Saanen, a jej pokonaną kontrkandydatką była znana nam Rukmini Arundale. Odtąd, po trwającej pół wieku przerwie, zaczął odwiedzać adyarską siedzibę Towarzystwa. Pojechał też w 1981 r. do Zamku Eerde, w którym mieści się dziś kwakierska szkoła, ale nie wysiadł z samochodu.

Z osób, które pojawiły się w ostatnich latach w najbliższym jego otoczeniu, wart jest wymienienia Asit Chandmal, bratanek Pupul Jayakar. Od tego specjalisty komputerowego dowiadywał się o najnowszych osiągnięciach w tej dziedzinie, związanych z tym nadziejach i zagrożeniach - do czego wciąż powracał w ostatnich mowach. (Zapytany w 1983 r., co go najbardziej interesuje, odparł: "Myślę, że każdy poważny człowiek interesować się musi przyszłością, tym, co stanie się z ludzkością".)

Człowiekiem, którego pieniądze umożliwiły Krishnamurtiemu realizację jego ostatnich planów, stał się Friedrich Grohe. Bogaty, owdowiały niemiecki przemysłowiec, przekroczył już pięćdziesiątkę gdy w 1980 r. przeczytał The Impossible Question, co radykalnie zmieniło jego życie. W 1983 spotkał się z jej autorem i wkrótce potem za jego pieniądze rozpoczęto budowę w Brockwood Park centrum, w którym ludzie mogliby przebywać i studiować nauczanie. Długo szukano odpowiedniego architekta, Krishnamurti mocno podkreślał, że budynek ma być najwyższej jakości i mimo trudności finansowych upierał się, aby z niczego nie rezygnować. Otwarty w 1987 r. piękny budynek, położony nieopodal szkoły, zapewnia dziś gościnę dwudziestu osobom, mieści też biura Krishnamurti Foundation, England, bogate archiwum, znajduje się tam też pokój oddzielony od reszty budynku, w którym należy siedzieć milcząc. Grohe sfinansował również budowę trzech podobnych centrów w Indiach: w Rajghat, w Rishi Valley i w oddalonym o parę kilometrów od najbliższej wsi i niedostępnym w zimie himalajskim ustroniu Uttar Kashi (budynek o dwunastu pokojach sypialnych ukończono w 1986 r.).

W tych ostatnich latach na życzenie Krishnamurtiego organizowano regularne zjazdy członków Fundacji z całego świata oraz personelu szkół, organizowano też w miarę możności wymianę uczniów. W okresie wcześniejszym w ogóle nie miał zwyczaju, by poznawać wzajemnie swych przyjaciół i współpracowników, teraz radykalnie zmienił podejście i wciąż podkreślał, że oddziały Fundacji, acz prawnie niezależne, działać powinny niczym jedno ciało. Tymczasem właśnie w tych latach grono to zostało rozdarte przez rozliczne spory.

Ostre konflikty wybuchły w gronie personelu szkoły w Brockwood - zwłaszcza gdy po przebyciu w 1983 r. zawału serca przestała nią kierować Dorothy Simmons. Co gorsza, w konflikty wciągnięta została część uczniów. Doszło do tego, że Krishnamurti zagroził w 1984 r., że zamknie drzwi między szkołą a zachodnim skrzydłem budynku, gdzie mieszkał. Wieloletni bezpośredni kontakt z nim nie wygaszał ludzkich ambicji i animozji. Konflikty wybuchły też w Rajghat, co doprowadziło do rezygnacji poprzedniego dyrektora ośrodka. Krishnamurti, który przyjechał do Rajghat na trzy miesiące przed śmiercią, w ciągu krótkiej rozmowy zdołał nakłonić dra P. Krishnę, profesora fizyki pracującego m.in. na uniwersytetach amerykańskich i europejskich, by, rezygnując po części ze swych dotychczasowych planów, objął - natychmiast - stanowisko dyrektora szkoły.

O wiele poważniejszy i długotrwały był konflikt pomiędzy angielskim a indyjskim oddziałem Fundacji o prawo do wydawania jego książek. (Fundacja amerykańska nie miała własnego komitetu wydawniczego.) Początkowo wszystkie prawa należały do fundacji angielskiej, indyjska miała jednak prawo do przygotowywania i wydawania co jakiś czas książek zawierających teksty indyjskich mów i dyskusji. Rychło jednak Anglicy zaczęli zgłaszać poważne zastrzeżenia wobec jakości wykonywanych w Indiach prac redakcyjnych, a Krishnamurti z opinią tą się zgadzał. Spisując mowy z taśmy magnetofonowej należało zaopatrzyć je w odpowiednią interpunkcję, czasem dodać jakieś brakujące słowo lub coś pominąć, tak by, jak pisała Mary Lutyens, "zachować autentyczną kadencję jego głosu, wprowadzając zarazem ład w to, co często było serią nie powiązanych zdań" [1987, s.38] - a indyjscy wydawcy nie najlepiej sobie z tym radzili. Doszło do tego, że angielski komitet wydawniczy, korzystając ze swych uprawnień, począł druk indyjskich książek wstrzymywać. Tymczasem Pupul Jayakar, czemu wielokrotnie daje w swej książce o Krishnamurtim wyraz, była święcie przekonana, że to właśnie w Indiach jest on u siebie i dopiero tam znajduje ludzi rozumiejących nauczanie. I to wbrew wielokrotnym deklaracjom samego zainteresowanego, że nie ma ojczyzny, a ludzie na całej Ziemi są, pominąwszy powierzchowne różnice, tacy sami. Choć inni członkowie Krishnamurti Foundation of India godzili się na polubowne rozwiązania, Jayakar nie ustępowała, domagając się równych praw wydawniczych dla Fundacji indyjskiej. Gdy Krishnamurti dowiedział się w 1985 r. o tych trwających już trzynaście lat sporach, zażądał zapoznania go z suchymi faktami - i zapowiedział, że sprawę rozstrzygnie samodzielnie. Na łożu śmierci odebrał fundacji indyjskiej prawa do wydawania swoich książek i przekazał je w całości fundacji angielskiej. Później, już bez jego udziału, uzgodniono, że indyjski komitet wydawniczy będzie jednak przygotowywał do druku książki oparte na pochodzących z Indii materiałach, będą one jednak przesyłane do akceptacji do Anglii i, w razie potrzeby, poprawiane. Dziś prawa wydawnicze na teksty powstałe do 1968 r. posiada Krishnamurti Foundation of America (P.O.Box 1560, Ojai, Kalifornia 93024), a na późniejsze Krishnamurti Foundation Trust Limited (Brockwood Park, Bramdean, Hampshire S024 0LQ, England).

W ostatnich latach bardzo zbliżyli się do Krishnamurtiego uczeni i mnisi buddyjscy. Rozpowszechniła się wręcz między nimi opinia, że mówi on właśnie to, co mówiłby Budda gdyby żył w naszych czasach. Jeden z buddyjskich uczonych, Jagannath Upadhyaya, pojawił się zimą 1984-1985 z wiadomością, że w jakimś tybetańskim rękopisie z 600 czy 900 r. natrafił na proroctwo, iż nastąpi przyjście Maitreji, który użyje w tym celu ciała człowieka zwanego Krishnamurti. Wieść ta niesłychanie go poruszyła, choć nie całkiem jej dowierzał.

Coraz częściej w rozmowach z Mary Zimbalist Krishnamurti mówił o śmierci, czasem w kontekście nie załatwionych spraw organizacyjnych, a czasem jako o zbliżającym się nieuchronnie fakcie. W połowie lat siedemdziesiątych zapowiedział, że pożyje jeszcze około 10 lat - tyle pozostało mu przecież do zrobienia. Ale podobną liczbę podał też w 1985 r. Od kilku lat testy lekarskie wykazywały zbyt wysoki poziom cukru we krwi, stał się nadwrażliwy i trudno mu było pisać z powodu drżenia rąk, poza tym stan jego zdrowia był zupełnie dobry. (W 1977 r. przeszedł operację prostaty, a w 1982 przepukliny, w obu przypadkach godząc się jedynie na miejscowe znieczulenie.) Latem 1985 zaczął szybko słabnąć, jego waga spadła poniżej 50 kg, wystąpiły silne bóle brzucha. W Saanen ogłosił, że jest to ostatnie Zgromadzenie, ze względu na stan zdrowia przemawiać będzie odtąd w Europie tylko w Brockwood. Zrezygnować też musiał z szeregu zaplanowanych spotkań i wystąpień, a - jak wyjaśnił doktorowi Parchure - "ciało żyje po to, by mówić". Pod koniec października odleciał do Indii. W obawie o jej zdrowie zabronił Mary jechać ze sobą. Powiedział:

Gdybym miał umrzeć, zadzwonię do ciebie natychmiast. Ale nie umrę nagle. Jestem zdrów, wszystko jest, łącznie z sercem, w porządku. O tym decyduje ktoś inny. Nie mogę o tym mówić. Nie wolno mi, rozumiesz? To jest o wiele poważniejsze. Są rzeczy, o których nie wiesz. Ogromne, a ja nie mogę ci o tym powiedzieć. Bardzo trudno znaleźć mózg taki jak ten i musi on działać dopóki tylko ciało wytrzyma, aż coś nie powie: dość. Jeśli umrę, nie wolno ci płakać.

Podczas ostatniego pobytu w Indiach dwukrotnie spotkał się z Rajivem Gandhim. Wygłosił cztery mowy w Rajghat i odbył cykl dyskusji z uczonymi buddyjskimi. W Rishi Valley uczestniczył w zjeździe nauczycieli ze wszystkich swych szkół. Słabł z dnia na dzień. Odwołał planowane na styczeń mowy w Bombaju i postanowił wracać wprost do Ojai z pominięciem Anglii. Mowy w Madrasie, planowane na przełom roku, zbiegły się z odbywającym się w Adyarze zjazdem Towarzystwa Teozoficznego - tysiące teozofów przyszło powitać go gdy przybył na tereny Towarzystwa. Podczas pierwszej mowy w ogrodach Vasanta Vihar miał gorączkę, wątek się rwał. Z trudnością schodził z podium, podczas gdy tłum ludzi próbował dotknąć choćby jego szaty. Następną mowę odwołano. Poprosił o przyspieszenie wyjazdu do Ojai, po czym rozdał swoje indyjskie ubrania. Kończąc drugą mowę w Madrasie 1 stycznia 1986 mówił o śmierci:

Próbujemy zrozumieć, co znaczy umierać żyjąc (nie popełniając samobójstwa, nie mówię o tego rodzaju głupocie). Chcę pojąć sam dla siebie, co znaczy umierać, a chodzi o to, czy mogę być całkowicie wolny od wszystkiego, co ludzie, łącznie ze mną, stworzyli.

Co znaczy umierać. Porzucać wszystko. Śmierć odcina cię bardzo, bardzo, bardzo ostrą brzytwą od wszystkiego, do czego jesteś przywiązany, od twych Bogów, od twych przesądów, od twego pragnienia wygody - następne życie i tak dalej. Zamierzam zrozumieć, czym jest śmierć, jest to bowiem niesłychanie ważne w czasie, gdy żyjemy. Jak zatem mogę zrozumieć, faktycznie a nie teoretycznie, co znaczy umierać? Faktycznie chcę zrozumieć, tak jak wy tego chcecie. Mówię do was, więc nie zasypiajcie. Co znaczy umierać? Zadajcie sobie to pytanie. Ono zawsze wam towarzyszy, za młodu i na starość. Znaczy to być całkowicie wolnym, w najmniejszym stopniu nie przywiązanym do niczego, co ludzie ze sobą powiązali - całkowicie wolnym. Żadnych przywiązań, żadnych Bogów, żadnej przeszłości, żadnej przyszłości. Nie dostrzegacie piękna umierania, jego wielkości, jego niezwykłej siły - umierać żyjąc. Czy rozumiecie, co to znaczy? Żyjąc w każdej chwili umieracie, tak że przez całe życie pozostajecie do niczego nie przywiązani. Oto co znaczy śmierć.

Życie jest więc umieraniem. Rozumiecie? Życie oznacza, że co dzień porzucacie wszystko, do czego jesteście przywiązani. Czy was na to stać? Bardzo prosty fakt, mający jednak olbrzymie następstwa. Tak, że każdy dzień jest nowym dniem. Każdego dnia umieracie i odradzacie się. Jest w tym ogromna witalność, energia, nie ma bowiem niczego, czego się obawiacie. Nie istnieje nic, co może was skrzywdzić.

Porzucić trzeba bez reszty wszystko, co ludzie ze sobą powiązali. Oto co znaczy umierać. Czy was na to stać? Czy spróbujecie? Czy będziecie z tym eksperymentować? Nie kiedyś tam, ale zawsze. Nie, nie stać was na to; wasze mózgi nie są do tego przygotowane. Wasze mózgi są tak mocno uwarunkowane przez wasze wykształcenie, przez waszą tradycję, przez waszych profesorów. Wymaga to zrozumienia, czym jest miłość. Miłość i śmierć idą w parze. Śmierć powiada: bądź wolny, nie przywiązany, niczego nie możesz ze sobą zabrać. A miłość powiada, miłość powiada - brak jest słów.

4 stycznia 1986 wygłosił w Madrasie ostatnią mowę w życiu.

Odbyło się jeszcze parę spotkań Zarządu Krishnamurti Foundation of India i seria pożegnań. Spotkał się i rozmawiał z Rukmini Arundale, która również miała przed sobą kilka tygodni życia. Ostatniego wieczoru odbył spacer po plaży, na której Leadbeater odkrył go siedemdziesiąt sześć lat wcześniej. 10 stycznia, z przesiadką w Singapurze i w Tokio, odleciał w towarzystwie młodego nauczyciela z Brockwood, Scotta Forbesa, do Los Angeles. Witającej go na lotnisku Mary Zimbalist powiedział: "To nie chce zamieszkiwać chorego ciała. Nie wolno nam mieć wypadku, bo gdybym został ranny, byłby to koniec". Miał silne bóle brzucha i ledwie trzymał się na nogach. Opiekowali się nim dr Parchure, który nie opuszczał go od kilku tygodni i dr Deutsch, jego stały od pewnego czasu lekarz z Ojai. 21 stycznia poszedł na ostatni w życiu spacer, w dół do Arya Vihara i z powrotem do Sosnowej Chaty. Następnego dnia przyjęto go do szpitala w odległym o dwadzieścia kilometrów Santa Paula. Wtedy po raz pierwszy złagodzono mu ból morfiną, wykonano transfuzję krwi i szereg zabiegów mających złagodzić cierpienia. Mimo stanu zdrowia bardzo interesował się używaną do badań nowoczesną aparaturą. Wykazały one raka trzustki z przerzutami do wątroby. Powiedziano mu, że nie ma nadziei na wyzdrowienie. 30 stycznia na własną prośbę opuścił szpital, by umrzeć w Sosnowej Chacie.

Odżywiany kroplówką praktycznie nie był w stanie wstać z łóżka. Mary czuwała przy nim śpiąc po dwie godziny dziennie. Z Europy i Indii przybyło szereg osób, by się pożegnać i uzgodnić ostatnie sprawy. Wtedy właśnie, 3 lutego, Krishnamurti w obecności Radhiki Herzberger i dra Krishny z Indii, Mary Cadogan, Jane Hammond i Mary Lutyens z Anglii oraz Mary Zimbalist, rozstrzygnął ostatecznie sprawy wydawnicze. Następnego dnia w fotelu na kółkach wywieziono go na dwór. Pewien czas siedział sam pod tym samym pieprzowcem, pod którym wieczorem 20 sierpnia 1922 miał wizję, teraz spoglądał stamtąd po raz ostatni na okoliczne wzgórza. Tego dnia zdołał po raz ostatni wstać i o własnych siłach powrócić do pokoju. kilka dni potem zaprosił zgromadzone osoby, pożegnał się i wysłuchał ostatnich wieści. Poprosił, by wyjechali z Ojai nie czekając na jego śmierć. Te ostatnie spotkania zbyt go wzruszały, często płakał. Rozdał swoje ubrania i polecił rozdać te, które zostały w Brockwood.

Do ostatniej chwili jak tylko mógł dbał o swoje ciało, co dzień mył zęby i wykonywał ćwiczenia oczu. Słuchał wiadomości w telewizji i wypytywał Asita Chandmala, który odmówił opuszczenia Ojai, o najnowsze osiągnięcia w technice komputerowej. Gdy Mary Lutyens z mężem odjechali na lotnisko wynajętym samochodem, zapytał o jego markę - i był wyraźnie zadowolony z faktu, że była to dobra marka.

Rankiem 7 lutego na jego życzenie Scott nagrał na magnetofon rwące się słowa:

Mówiłem już dziś rano - przez siedemdziesiąt lat ta najwyższa energia - nie - ta bezgraniczna energia, bezgraniczna inteligencja używała tego ciała. Nie sądzę, by ludzie pojmowali, jaka to potężna energia i inteligencja przechodziła przez to ciało - to dwunastocylindrowy silnik - i przez siedemdziesiąt lat - to był dość długi okres - a teraz ciało nie może już wytrzymać. Nikt, o ile ciało nie zostało bardzo starannie przygotowane, chronione i tak dalej - nikt nie może pojąć, co przez to ciało przeszło. Nikt. Niech nikt nie próbuje. Nikt. Powtarzam: nikt z nas ani z publiczności nie wie, co się działo. Wiem, że nie wiedzą. I po siedemdziesięciu latach to się skończyło. Nie żeby tej energii i inteligencji - ona tu jakoś jest, co dzień, a zwłaszcza w nocy - i po siedemdziesięciu latach to ciało nie może tego wytrzymać - nie może więcej wytrzymać. Nie może. Hindusi mają na ten temat wiele paskudnych przesądów - że chcesz i ciało przemija - i wszystkie tego rodzaju nonsensy. Nie znajdziecie innego ciała takiego jak to, lub tej najwyższej inteligencji działającej w jakimś ciele przez setki lat. Nie ujrzycie tego znów. Gdy on odchodzi, to odchodzi. Nie ma żadnej świadomości pozostającej poza świadomością, poza tym stanem. Oni wszyscy będą udawać lub będą próbować sobie wyobrazić, że mogą się z tym zetknąć. Być może jakoś się zetkną, jeśli ucieleśnią nauczanie. Ale nikt tego nie dokonał. Nikt. Tak to już jest.

Tydzień potem przez kwadrans streścił, w sposób ponoć bardzo zwięzły i precyzyjny, doktorowi Deutschowi treść swego nauczania. Mówił m.in. "Nie boję się umierać, bo żyłem ze śmiercią przez całe życie. Nigdy nie dźwigałem wspomnień". Mary, dr Deutsch i Scott byli przy nim, gdy zmarł dziesięć minut po północy 17 lutego 1986 roku.

Tylko kilka osób uczestniczyło tego samego dnia w kremacji zwłok. Żadnych ceremonii, zgodnie z jego wolą, nie było: ciało umyto, owinięto, włożono do tekturowej trumny i po przewiezieniu do krematorium w Ventura spalono. Jeszcze w 1972 r. Krishnamurti wyraził życzenie, by prochy po jego śmierci rozsypać, obawiając się, by wokół miejsca jego wiecznego spoczynku nie powstał ośrodek kultu. Zgodnie z jego wolą prochy podzielono na trzy części. Jedną przewieziono do Indii: część wsypano do Gangesu w Rajghat, część u jego himalajskich źródeł, a część do rzeki Adyar u jej ujścia do Zatoki Bengalskiej. Dwie pozostałe części rozsypano w Ojai i w Anglii.