Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie

nauczanie | życie | bibliografia | różności | linki

ZERWANIE Z RAJAGOPALEM

Sprawy praktyczne Krishnamurti oddawał najchętniej w ręce innych. Wybranym przez siebie ludziom ufał, bez czytania podpisywał podsuwane mu dokumenty i bez wnikania w sytuację postępował tak, jak mu doradzali. Z dziecinną naiwnością dawał się wplątywać w ich spory, a wtedy często mówił i czynił rzeczy sprzeczne. Gdy wreszcie orientował się w sytuacji, podejmował własne decyzje nie licząc się z uczuciami zaangażowanych osób. Ważne było tylko nauczanie i to, by w postaci nieskażonej docierało do ludzi. On sam, choć wciąż jeździł luksusowymi samochodami i nie odrzucał zaproszeń na wytworne przyjęcia, nie miał osobistych ambicji - i chyba nie przychodziło mu do głowy, że jego współpracownicy posiadać takowe mogą. Tymczasem otaczający go ludzie łączyli z jego osobą własne nadzieje, kontakt z nim stawał się dla nich źródłem dumy i sposobem na zdobycie pozycji społecznej. Kochali go lub nienawidzili, ale nigdy nie byli wobec niego obojętni. On żądał od nich duchowej niezależności, a oni otaczali go, gdyż byli od niego zależni - i pragnęli, by on zależał od nich. Świadomość, że każdego z nich może porzucić bez żalu, niszczyła ich poczucie psychicznego bezpieczeństwa i pchała czasem do zachowań niestosownych, w co - jak powiedziano - dawał się wciągać sam Krishnamurti. Takie było, jak się wydaje, tło jego długiego i bolesnego konfliktu z Rajagopalem, w który wciągnięci zostali niemal wszyscy otaczający ich ludzie i który doprowadził wreszcie do rozłamu.

Najpierw w roku 1954 nastąpiły bardzo przykre nieporozumienia w związku z książką Lady Emilii Lutyens,  Candles in the Sun (Świece w słońcu). Była to autobiograficzna opowieść o życiu i działalności autorki w Towarzystwie Teozoficznym, w której Krishnamurti odgrywał główną rolę - sam tytuł miał podkreślać, że nauczanie tych wszystkich, którzy przygotowywali świat na przyjście Nauczyciela, z chwilą Jego przyjścia zbladło tak, jak blednie światło świec gdy wschodzi słońce. W pracy nad książką pomagała Emilii jej córka, Mary, profesjonalna pisarka. Do tekstu włączone miały być nie znane nikomu, z wyjątkiem liderów Towarzystwa Teozoficznego, relacje z wydarzeń w Ojai w 1922 r., na co on sam udzielił latem 1953 zgody. Po kilku miesiącach otrzymał maszynopis do aprobaty - przeczytawszy całość napisał w liście, że chciałby jeszcze pewne kwestie przedyskutować, ale decyzja o publikacji należy do autorki. Wreszcie po rozmowie z nim w maju 1954 Emilia i Mary przekazały tekst wydawnictwu. I nagle we wrześniu, po wysłaniu szczotkowych odbitek do Ojai, Lady Emily otrzymała list, w którym Krishnamurti stanowczo sprzeciwił się publikacji książki. Nie pomogły żadne argumenty, również te związane z koniecznością pokrycia poniesionych już przez wydawnictwo kosztów: w kolejnych listach niezmiennie podkreślał, że publikacja relacji o wydarzeniach z 1922 r., wyrządziłaby jego misji nieodwracalne szkody, wielu ludzi krzywdząc, wzbudzając niepotrzebne sensacje i skupiając uwagę na rzeczach nieważnych. Nigdy, również po jego śmierci, nie wolno wspomnianych relacji publikować. W końcu dzięki życzliwości wydawców udało się z opresji wybrnąć. Gdy w październiku Krishnamurti przybył do Londynu, natychmiast udał się do domu Lutyensów. Na pytanie Lady Emily, czy publikacja książki oznaczałaby zerwanie ich przyjaźni, odparł: "Doprawdy, mamo, cóż by to mogło zmienić?" - po czym długo siedział trzymając ją za rękę. Świece w słońcu ukazały się w 1957 r. w zmienionej wersji, bez listów Krishnamurtiego do Lady Emily i relacji o wydarzeniach w Ojai 1922.

Na początku marca 1957 po pobycie w Indiach przybył jak zwykle do Il Leccio, po czym, powołując się na zły stan zdrowia, odwołał wszystkie zaplanowane wystąpienia. Wkrótce potem doszło do ostrego starcia między nim a przybyłym do Włoch Rajagopalem.

Rajagopal, niezależnie od przeżytego parę lat wcześniej rozczarowania, był coraz bardziej poirytowany przejawianym przez Krishnamurtiego brakiem odpowiedzialności w sprawach praktycznych i niekonsekwencjami w jego postępowaniu. Miał też prawo czuć się niedowartościowany. Znakomicie wykształcony, o dużym talencie organizacyjnym, zrezygnował niegdyś z osobistej kariery, by służyć bez reszty człowiekowi, któremu nigdy chyba na myśl nie przyszło, aby mu za tę pracę podziękować. Przez całe dziesięciolecia Rajagopal mieszkał w nie swoim domu, żył za nie swoje pieniądze - a Krishnamurti, który z wyjątkiem dwóch zegarków i pewnej ilości ubrań niczego na własność nie posiadał, a tym co posiadał z Rajagopalem się dzielił, zapewne nie pomyślał, że tamtemu może to nie odpowiadać. Czyż można się dziwić, że Rajagopal sam wreszcie podjął (o czym za chwilę) kroki mające na celu zapewnienie sobie pozycji? Ale nigdy nie był wyrachowanym graczem i dając się ponosić emocjom przegrywał. I gdy Krishnamurti zerwał nagle zaaranżowane już mowy i spotkania i przestał robić cokolwiek, Rajagopal nie wytrzymał i wyjechał do Ojai zostawiając go samego i niemal bez pieniędzy we włoskiej miejscowości Villars.

Tam Krishnamurti pozostał przez cały miesiąc rozkoszując się samotnymi spacerami, nie widując nikogo prócz służby hotelowej, nie odpowiadając nawet na listy. Gdy zabrakło mu pieniędzy następnych parę miesięcy spędził w domu włoskiego przyjaciela. Wreszcie w listopadzie odlatuje - po raz ostatni w towarzystwie Rajagopala - do Indii. Ale aż do września 1958 nie wygłasza mów, odpoczywając kolejno w Rishi Valley, Rajghat i górskim uzdrowisku na północy. Wreszcie po półtorarocznym milczeniu wyrusza w zwyczajną trasę, wygłaszając mowy w Poonie, Madrasie, Bombaju, Rishi Valley i Rajghat. A w listopadzie podpisuje, zapewne pod czyimś naciskiem, dokument stwierdzający wyłączność praw Rajagopala do publikowania jego książek. Wcześniej, jak się wkrótce okazało, podpisał, nie wiedząc może co czyni, swą rezygnację z udziału w Krishnamurti Writings Inc.

Na początku 1959 r. przemawiał w Delhi, a w kwietniu wyjechał w niebotyczne góry Kaszmiru. Stamtąd przywieziono go w sierpniu do Delhi z ostrym zakażeniem nerek. Zaaplikowane mu po raz pierwszy w życiu antybiotyki wywołały częściowy paraliż nóg. Wyzdrowiał dopiero w październiku - i od razu zaczął wygłaszać trwające do marca 1960 cykle mów. Gdy wreszcie znalazł się u Vandy Scaravelli w Il Leccio był w stanie skrajnego wyczerpania. Lekarze z kliniki Bircher-Bennera przepisali mu specjalną dietę i zalecili częste odpoczynki. W połowie maja dotarł do Ojai, odmówiwszy przedtem podróżowania samolotem pierwszą klasą. Jak zwykle zamieszkał w Sosnowej Chacie, a posiłki jadał w Arya Vihara. Tymczasem Rajagopal zakochał się w kilkanaście lat młodszej od siebie kobiecie i zamieszkał z nią. Wtedy Krishnamurti przekazał na piśmie Arya Vihara Rosalind i jej córce (wtedy już mężatce i matce dwójki dzieci).

Szereg osób poczęło niepokoić się o losy przekazanych wcześniej darowizn, tym bardziej, że Rajagopal - jak się okazało - sprawował teraz niemal całkowitą kontrolę nad zgromadzonymi pieniędzmi. Pod ich naciskiem Krishnamurti poprosił o informacje na temat finansów Krishnamurti Writings Inc.; Rajagopal odmówił zarówno ich udzielenia, jak i przyjęcia go na powrót do Zarządu.

Tymczasem Krishnamurti nagle w połowie przerywa cykl ośmiu mów, jakie wygłosić miał w maju i w czerwcu w Ojai i znów pogrąża się w bezczynności. To jeszcze bardziej wzmaga irytację Rajagopala, który publicznie oświadcza, że jeśli nie ma on żadnych planów to tylko dlatego, że mieć ich nie chce. W listopadzie Krishnamurti przybywa do Indii, ale nadal żadnych mów nie wygłasza. Dopiero w maju w Londynie odbyło się dwanaście spotkań, na które zaproszono około 150 osób - wtedy po raz pierwszy zgodził się na nagranie mów na magnetofon. Tymczasem Doris Pratt, sekretarka i agent Krishnamurti Writings Inc. w Anglii, w najwyższym stopniu zaniepokojona jego stanem, pisała do Rajagopala:

(...) było kilka bardzo dziwnych i trudnych chwil, gdy wydawało się, że jego ciało jest pozbawione wszelkiego życia i energii - i gdy stawał się alarmująco "słaby i chory". Zajścia te trwały w istocie tylko kilka chwil, ale potem zmuszały do odpoczynku. Parokrotnie krzyczał na głos w nocy (...) Podobnie parokrotnie podczas posiłków upuszczał sztućce i przez chwilę lub dwie wyglądał jak sparaliżowany, potem zaś zaczynał słabnąć i mdleć, tak iż wydawało się, że upadnie na podłogę. Wypytywałam go o to, chciałam bowiem wiedzieć, czy świadek takich zajść może cokolwiek uczynić. Odparł, że nie możemy uczynić niczego, powinniśmy tylko zachować spokój, rozprężyć się i o nic nie martwić, ale również go nie dotykać. Na moje nalegania dodał jeszcze, że choć sam wie dokładnie, co się wydarzyło, to nie może nam tego wyjaśnić. Powiedział, że ma to związek ze zdarzeniami, o których wspomniano w nieokrojonej książce Lady Emily. Podczas tych ośmiu tygodni, gdy mieszkaliśmy w jednym domu, wielokrotnie czułam, że jestem świadkiem najgłębszej i straszliwej tajemnicy. To człowiek, który, na podium, wnikając bezpośrednio w ludzki umysł i serce, stawia wspaniałe rusztowanie, oszałamiająco wnoszące się do samego nieba, rozwija zdolności każdego z obecnych tak, że wielu czuje, iż mogłoby podać dłoń samemu Bogu. To następnie człowiek, który bez namysłu formułuje zwięzłe i dokładne instrukcje dotyczące spotkań, nagrań magnetofonowych itd. i który nie ścierpiałby żadnej bzdury. To człowiek, który wobec kogoś znajdującego się w prawdziwej rozpaczy jest czuły niczym matka. To również człowiek głęboko przejęty jedzeniem, właściwą dietą i zdrowiem, zapamiętale i skrupulatnie starający się - jak mi się zdaje - pokonać obezwładniającą go fizyczną niemoc. Niekiedy katar sienny był wręcz zatrważający. To następnie wieczny podróżnik, uskarżający się na koszmar wojażowania, pakowania rzeczy i nudną konieczność posiadania ubrań odpowiednich dla różnych klimatów. A wreszcie człowiek, który podczas swej porannej medytacji okrywa cały dom płaszczem wielkiego spokoju, który odczuwa nawet taki nosorożec jak ja. A wreszcie te tajemnicze ataki i równie tajemnicze wyzdrowienia (...).

Tymczasem Krishnamurti 18 czerwca 1961 r. zaczął w Nowym Jorku, gdzie na parę dni przerwał swą podróż z Anglii do Kalifornii, pisać dziennik - zapis swych stanów świadomości. Te prowadzone przez pół roku zapiski, opublikowane w 15 lat później jako Krishnamurti’s Notebook (Notatnik Krishnamurtiego), uważane są dziś przez wielu za klucz do jego nauczania.

Tego lata był w Ojai tylko 19 dni. "Proces" trwał z dużym natężeniem. Często budził się w nocy jęcząc i krzycząc z bólu, a jednocześnie przeżywał stany ekstazy. Potem przez Londyn wyruszył do Szwajcarii. Tam w miejscowości Gstaad Vanda Scaravelli wynajęła dla niego dom zwany Chalet Tanneg. W pobliskiej zaś wiosce Saanen wygłosił między 25 lipca a 13 sierpnia dziesięć mów do 350 słuchaczy. Na tydzień przed ich rozpoczęciem Vanda po raz pierwszy była świadkiem "procesu":

Po obiedzie rozmawialiśmy. W domu nie było nikogo. Nagle K zemdlał. Tego, co stało się potem, nie sposób opisać, brak bowiem słów, które by się jakoś do tego nadawały; ale jest to również coś zbyt poważnego, zbyt niezwykłego, zbyt ważnego by trzymać to w ciemnościach, skrywać w milczeniu lub o tym nie wspomnieć. Twarz K uległa zmianie. Oczy jego stały się większe, szersze i głębsze, patrzył w niesamowity sposób, poza wszelkimi kategoriami. Było to tak, jakby panowała jakaś potężna obecność należąca do innego wymiaru. Panowało niewyjaśnialne poczucie pustki i pełni jednocześnie.

Tymczasem Krishnamurti - a raczej to, co z niego zostało - mówił do Vandy głosem małego dziecka:

Nie zostawiaj mnie samego dopóki on nie wróci. Musi cię kochać jeśli pozwala ci mnie dotykać, jest bowiem pod tym względem bardzo wrażliwy. Nie pozwalaj nikomu zbliżyć się do mnie zanim on znów się nie zjawi.

Następnego dnia "proces" się powtórzył i znów Vanda zanotowała wypowiedziane przez "ciało" słowa:

Czuję się bardzo dziwnie. Gdzie jestem? Nie zostawiaj mnie. Czy zechciałabyś łaskawie być ze mną póki on nie wróci? Czy ci wygodnie? Usiądź na krześle. Czy go dobrze znasz? Czy będziesz się nim opiekować?

A oto jak te wydarzenia wyglądały z punktu widzenia K:

Wczoraj po południu proces był szczególnie intensywny. Czekając w samochodzie zapomniał niemal o tym, co się wokół niego działo. Natężenie wzrosło i trudno to było znieść, tak że musiał się położyć. Na szczęście ktoś [Vanda] był w pokoju. Pokój wypełnił się tym błogosławieństwem. Tego, co teraz nastąpiło, słowami nie da się niemal wyrazić; słowa są tak martwe, mają ustalone znaczenia, a to, co się działo, wykraczało poza wszelkie słowa i wszelkie opisy. Było to centrum wszelkiej twórczości, była to oczyszczająca powaga, która opróżniała mózg ze wszelkich myśli i uczuć; powaga tego czegoś była niczym błyskawica, która niszczy i doszczętnie spala; jego głębia była niemierzalna, panowało nieporuszone, nieprzeniknione, trwałość jaśniejąca niczym niebiosa. Było w oku, było w oddechu. Było w oczach, a oczy mogły widzieć. Oczy, które widziały, które patrzyły, nie miały nic wspólnego z oczami jako organem cielesnym, a jednak były to te same oczy. Istniało tylko widzenie, oczy widzące poza czasem i przestrzenią. Panowało nieprzeniknione dostojeństwo i spokój będący istotą wszelkiego ruchu i działania. Żadna cnota nie miała z tym nic wspólnego, wykraczało to bowiem poza wszelką cnotę i ustanowione przez ludzi sankcje. Trwała miłość całkowicie zniszczalna, mająca zatem delikatność każdej nowej rzeczy, miłość bezbronna, łatwa do zniszczenia, a jednak wykraczająca poza to wszystko. Było to niezniszczalne, nienazywalne, nieuświadomione. Myśl nie mogła tego dotknąć. Było "czyste", nietknięte, a więc zawsze śmiertelnie piękne. [Krishnamurti’s Notebook, 20 lipca 1961.]

Zawiązano komitet, który miał organizować coroczne Zgromadzenia w Saanen. Choć działał pod egidą Krishnamurti Writings Inc., wywołało to ostrą reakcję Rajagopala, obawiającego się najwyraźniej, że zyskawszy stałe miejsce wystąpień w Europie Krishnamurti zrezygnuje z wygłaszania mów w Ojai. On tymczasem pozostał jeszcze z Vandą w Saanen przez trzy tygodnie. "Proces" trwał. We wrześniu wygłosił cykl mów w Paryżu, a po paru tygodniach odleciał do Indii.

Gdy po wygłoszeniu 23 mów w Indiach i odbyciu setek dyskusji i spotkań prywatnych wylądował 15 marca 1962 w Rzymie, był skrajnie wyczerpany. Położył się z wysoką gorączką do łóżka - i zaczął mówić do Vandy:

Nie zostawiaj mnie samego. On odszedł bardzo, bardzo daleko. Powiedziano ci, byś się nim opiekowała. Nie powinien odchodzić. Powinnaś mu to powiedzieć. (...) Przyjemnie na taką twarz spojrzeć. Te rzęsy to zbytek dla mężczyzny. Dlaczego ich sobie nie weźmiesz? Bardzo starannie nad tą twarzą pracowano. Oni tak długo pracowali i pracowali, tyle wieków, by stworzyć takie ciało. Znasz go? Nie możesz go znać. Jak możesz poznać płynącą wodę? Słuchaj. Nie zadawaj pytań. Musi cię kochać, jeśli ci pozwolił tak się do siebie zbliżyć. Bardzo dba o to, by inni ludzie nie dotykali jego ciała. Wiesz, jak on cię traktuje. Chce, by ci się nic nie przytrafiło. Nie czyń niczego lekkomyślnie. Całe to podróżowanie przerasta jego siły. Ci ludzie w samolocie, palący papierosy, i całe to pakowanie przez cały czas, przyjazdy i odjazdy, to dla tego ciała za wiele. Chciał przybyć do Rzymu z powodu tej kobiety [Vandy]. Znasz ją? Chciał do niej szybko przyjechać. Bardzo się przejmuje, jeśli coś jej jest. Całe to podróżowanie - nie, nie skarżę się. Widzisz, jaki on jest czysty. Na nic sobie nie pozwala. To ciało przez cały ten czas stało na skraju przepaści. Uważano na nie, doglądano go niczym szaleńca przez te wszystkie miesiące i jeśli mu się pozwoli, on odejdzie bardzo daleko. Śmierć jest blisko. Powiedziałem mu, że to za wiele. Gdy on jest na tych lotniskach, jest sam. Nie jest całkiem tam. Cała ta nędza w Indiach i ci umierający ludzie. Straszne. To ciało również by umarło, gdyby nie zostało odkryte [przez Leadbeatera]. I wszędzie ten brud. Jego ciało jest zawsze takie czyste. Tak starannie je myje. Tego ranka chciał ci coś przekazać. Nie zatrzymuj go. Musi cię kochać. Powiedz mu. Weź ołówek, powiedz mu: "śmierć zawsze czeka, bardzo blisko ciebie, by cię chronić. A gdy się schronisz, umrzesz".

W Il Leccio chorował na świnkę i nerki tak poważnie, że Vanda obawiała się o jego życie. A jednak w maju i czerwcu znów przemawiał i odbywał spotkania dyskusyjne w Londynie. Często odwiedzał Emilię Lutyens, którą w wieku 87 lat zawodziła już pamięć; siadywał przy niej i trzymając ją za rękę cicho śpiewał jej sanskryckie pieśni.

Tego roku mowy w Saanen odbyły się na przełomie lipca i sierpnia w specjalnie skonstruowanym ogromnym namiocie mieszczącym 900 osób, rozbitym na wynajętym terenie. Po zakończeniu spotkań, dręczony przez chorobę nerek i ogólne wyczerpanie, odwołał swój pobyt w Indiach i pozostał w Chalet Tanneg do Bożego Narodzenia. Odwiedził go tam Rajagopal w nadziei przywrócenia przyjacielskich stosunków, ale ponieważ Krishnamurti uparcie domagał się włączenia go z powrotem do zarządu Krishnamurti Writings Inc., do zgody nie doszło. Mimo to Rajagopal, kochający i nienawidzący go zarazem, odmawiał wycofania się z pracy dla niego - a z prawnego punktu widzenia kontrolę nad publikacjami i finansami sprawował niemal nieograniczoną.

Do maja 1963 Krishnamurti przebywał w Rzymie, gdzie po raz ostatni spotkał się z Huxleyem, który zmarł w kilka miesięcy później. Ogłosił w tym czasie, że odtąd jego publiczne mowy w Europie odbywać się będą w jednym miejscu - w Saanen. Pod koniec maja wyjechał do Gstaad, gdzie przez kilka tygodni mieszkał niemal sam. Jeździł nieco po okolicy Mercedesem stanowiącym własność Komitetu Saanen, osobiście czyszcząc samochód do połysku po każdej przejażdżce. Tego roku mowy wygłoszone zostały w tym samym namiocie, przeniesionym nad brzeg rzeki Saanen - ten półhektarowy teren, zakupiony rok później przez Komitet, stał się odtąd stałym miejscem Zgromadzeń. Każda godzinna mowa musiała być parokrotnie przerywana gdy obok przejeżdżał lokalny pociąg lub w górze przelatywał odrzutowiec. Uczestnicy spali w wynajętych pokojach lub obozowali na miejscowym campingu. Podobnie jak niegdyś w Ommen, mowy na miejscu tłumaczono na francuski, niemiecki i flamandzki. Gdy później zaczęto używać sprzętu wideo, wieczorem można było obejrzeć nagranie porannej mowy z tekstem przetłumaczonym na te języki. Od 1961 do 1985 r. Krishnamurti wygłaszał w Saanen co roku cykle publicznych mów i odpowiadał na zadawane mu pytania. Potem odbywały się zamknięte spotkania w małym gronie, a wreszcie przez parę tygodni odpoczywał w Chalet Tanneg.

W 1964 r. pojawiła się w Saanen Mary Zimbalist, która odtąd stała się jego najbliższą towarzyszką życia. Żona znanego hollywoodzkiego producenta filmowego, pochodząca ze znakomitej nowojorskiej rodziny; świetnie wykształcona i szalenie elegancka, o wyrafinowanym guscie. Po raz pierwszy słyszała Krishnamurtiego w Ojai w 1944 r. Mąż jej zmarł nagle na atak serca w 1958 r. W 1960 r. przyjechała do Ojai po raz drugi - prywatna rozmowa o śmierci, jaką wtedy z nim odbyła, wywarła na niej niesłychane wrażenie.

Mary poznała w Saanen Alaina Naudé, 36-letniego wówczas znakomitego pianistę i wykładowcę Uniwersytetu w Pretorii. Znerwicowany, leczący się psychicznie, porzucił właśnie dotychczasowe zajęcia i poświęcił się życiu religijnemu. Spotkawszy Krishnamurtiego w Indiach zimą 1964-1965 został czymś w rodzaju jego sekretarza, za niewielkie pieniądze płacone przez Krishnamurti Writings Inc. Towarzyszył mu do lata 1969. Ich rozmowy złożyły się na opublikowaną w 1971 r. książkę O konieczności przemiany.

Zimę 1965-1966 spędził w Indiach w towarzystwie Mary i Alaina. Odtąd wciąż wędrowali w trójkę. Ogromnie zmieniło to zewnętrzne życie Krishnamurtiego. Zyskał energicznych, wesołych (często śmiał się do łez z dowcipu) i doskonale go rozumiejących przyjaciół. A w towarzystwie bogatej Mary zaczął mieszkać w luksusowych apartamentach. Po Europie woziła go Jaguarem, którego jednak na jego prośbę zamieniła na Mercedesa (tę markę cenił najwyżej).

W połowie lat sześćdziesiątych na Zachodzie zaczęły gwałtownie rozwijać się młodzieżowe ruchy kontrkultury. W 1966 r. Krishnamurti po raz pierwszy przemawia na amerykańskich uniwersytetach. W Nowym Jorku w New School for Social Research spotyka się z prorokami kontrkultury: Timothym Leary’m i Allenem Ginsbergiem. Ale do nowych ruchów odnosił się z dużym krytycyzmem, zarzucając im powierzchowność. Następnie z Mary i Alainem wyjeżdża do Ojai, gdzie po sześcioletniej przerwie wygłasza cykl mów (w tym okresie zamiast w Ojai coroczne kalifornijskie mowy wygłaszał w Santa Monica, mieszkał zaś w luksusowym domu Mary w Malibu). Trzecia z nich była jego pierwszą mową utrwaloną na taśmie filmowej. Ale stosunki z Rajagopalem, mimo kilku spotkań w cztery oczy, jeszcze się pogorszyły. Rajagopal odmówił nawet oddania przesłanych do Ojai notatników z lat 1961-1962. W rezultacie mowy wygłoszone w Indiach na początku 1967 r. stały się ostatnią publikacją Krishnamurti Writings Inc.

ciąg dalszy