Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie

nauczanie | życie | bibliografia | różności | linki

ROZKWIT NAUCZANIA: 1947-1967

Ponoć Krishnamurti powiedzieć miał kiedyś o sobie: "Prawdziwe przebudzenie nastąpiło w Indiach w latach 1947-1948". (Panditowie Maharasztry uznali go za Przebudzonego w 1948 r., panditowie z Varanasi dziesięć lat później.) Jeśli przyjmiemy, że coś takiego jak Przebudzenie (Wyzwolenie, Oświecenie, moksza, samadhi, nirwana, satori) istnieje i że bohater naszej opowieści je osiągnął, powstaje pytanie, kiedy to nastąpiło. Twierdzono niegdyś, że przełom wywołała wieść o śmierci Nityanandy. Potem, gdy ujawniono relacje o wydarzeniach w Ojai 1922, niektórzy przesunęli datę o trzy lata wcześniej. Ale czy Przebudzonym, co zwykle wiąże się z bezpośrednim oglądem Prawdy, może być ktoś wierzący w teozoficznych Mistrzów? Oczywiście oświadczenia, składane przez samego Krishnamurtiego we wczesnych poezjach, świadczyć mogą tylko o tym, co się jemu samemu na temat własnego stanu wydawało. Do roku 1929 często, a przez kilka następnych lat sporadycznie, opierał swe nauczanie na doktrynie reinkarnacji. (A jednak, chyba w 1927 r., powiedział: "Reinkarnacja jest faktem, ale nie jest prawdziwa" i wyjaśnił: "To, co podlega reinkarnacji, jest nietrwałe, a zatem nie jest Prawdą, która jest trwała i wieczna" [S. Field, dz. cyt., s.64]. Przypomina to buddyjską naukę o niesubstancjalności jaźni.) Później sama doktryna reinkarnacji poddana zostanie oglądowi: niczemu nie przecząc i nie potwierdzając, Krishnamurti naszą skłonność do wiary w reinkarnację uzna za coś, co ogarnąć trzeba rozumiejącym spojrzeniem. A podczas jednej z ostatnich w życiu mów pytać będzie słuchaczy, czy wierzą w reinkarnację, z wyraźną nutką ironii.

A zatem: czy i kiedy osiągnął Przebudzenie? Myślę, że tak na to, jak na wiele innych dotyczących go pytań nie znajdziemy zadowalającej odpowiedzi. Był dziwnym dzieckiem, bojaźliwym, uległym, zatopionym w marzeniach, wyglądającym na umysłowo niedorozwinięte; które wreszcie, w okresie dojrzewania, wplątane zostało w wir niezwykłych wydarzeń. A przecież otoczony uwielbieniem i mający do dyspozycji prawdziwą fortunę młody Krishnamurti nie uległ zepsuciu. Począwszy od 1922 r. zaczął przechodzić przez tajemniczy "proces": ciąg mistycznych doznań przeplatanych cierpieniami fizycznymi, którym towarzyszyło rozdwojenie, jeśli nie roztrojenie, osobowości. Wszystko to odbywało się bez żadnego niemal udziału z jego strony: nie był to skutek wieloletniej pracy nad sobą, wytrwałej ascezy, medytacji, ćwiczeń zmierzających do opanowania ciała i umysłu - tego wszystkiego, co zalecają klasyczne teksty religijne Dalekiego Wschodu. Przebieg tych wydarzeń sugerować by mógł raczej jakąś ingerencję z zewnątrz, jeśli zaś człowiek zwany Krishnamurti miał w tym jakiś udział, to polegał on raczej, paradoksalnie, na braku udziału. Tak jak kiedyś bez zastrzeżeń przyjął przypisaną mu przez Leadbeatera rolę, tak po 1922 r. bez żadnego oporu przyjmował zarówno fizyczne tortury, jak i mistyczne uniesienia. Potem podniesie to do rangi jednego z filarów swego nauczania: nie da się świadomie szukać Prawdy, wszystko bowiem, czego możemy świadomie szukać, stanowi jedynie projekcję naszych obecnych uwarunkowań i związanych z tym złudzeń, stwarzanych w nieustannym poszukiwaniu psychicznego bezpieczeństwa. Prawdy nie znamy, a wobec tego nie wiemy ani gdzie ani jak jej szukać. Dlatego, jak mówił kończąc swe wystąpienie w Londynie w 1953 r.:

Nieznane może zaistnieć gdy człowiek niczego nie szuka, nie pragnie, nie oczekuje i o nic nie prosi. Wtedy, rozumiejąc całość siebie samego, uspokaja się myślą i wchodzi w tę wielką ciszę, w której spotyka twórczą rzeczywistość i prawdę. [Przekład Wandy Dynowskiej.]

Co innego doznawać mistycznych stanów, co innego je interpretować, co innego wreszcie wskazać innym drogę do ich osiągnięcia. Początkowo Krishnamurti interpretował je najwyraźniej zgodnie z treścią Leadbeaterowego proroctwa, choć już przed 1922 r.  wiele zastrzeżeń budziło w nim to, co teozofowie czynią z własnej doktryny. Po wydarzeniach w Ojai opis przyjmuje formę serii poematów. Do innych kierował w tym czasie apele w formie nakazów i zakazów. Te dwie formy ekspresji szybko zanikną po 1929 r. Te dwie daty, 1922 i 1929, dzieli szok wywołany śmiercią brata, co zaowocuje drugim z filarów nauczania: wątpieniem. By odkryć Prawdę trzeba powstrzymać się od jakichkolwiek interpretacji i po prostu widzieć to, co zachodzi. I nie wolno nam zatrzymywać tego w pamięci, bo zatrzymane tworzy szablon, do którego porównywać będziemy doświadczenia przyszłe, co od razu wzniesie w naszych umysłach psychologiczne bariery. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości, jest tylko TERAZ - oto główny motyw mowy wygłoszonej w Ommen w trzy dni po rozwiązaniu Zakonu Gwiazdy.

Ten proces oczyszczania umysłu za pomocą metodycznego wątpienia trwał przez kilka lat. Jeśli po jakości tekstów sądzić, to dopiero wystąpienia z 1929 r. stoją na jako takim poziomie. Teksty wcześniejsze stanowić dziś mogą, zdaniem piszącego te słowa, jedynie materiał do analizy ewolucji poglądów i stanu ducha ich autora, nie ma w nich jednak, jeśli nie liczyć rzadkich przebłysków, niczego, co potem skupiło wokół Krishnamurtiego tłumy poszukiwaczy Prawdy. Jakieś ważne przemiany dokonały się w nim na początku lat trzydziestych, a może jeszcze bardziej w ciągu spędzonych we względnej samotności i dość bezczynnie lat drugiej wojny światowej, oraz w ciągu długiej choroby zaraz potem. Tak czy inaczej pełną dojrzałość, zdaniem piszącego te słowa, osiągnęło jego nauczanie po II wojnie światowej. Nikną wtedy próby interpretowania własnych mistycznych stanów, co najwyżej sygnalizuje się je, zaznaczając zarazem, że niczego się tu słowami wyrazić nie da. Poetycką ekspresję zastępuje trzeźwy opis tych procesów psychicznych, które wikłają nas w świat ułudy, wywołując chaos i cierpienie. Nie tylko niknie nawoływanie do realizacji ideału, ale pojawia się twierdzenie przeciwne: przeciwstawianie naszego faktycznego życia ideałowi uniemożliwia zobaczenie życia takim, jakie jest - a tylko zobaczenie go takim, jakie jest, bez teoretyzowania, prowadzi do wyzwolenia.

Na pytanie, czy doznał Przebudzenia w 1922 r., a potem przez dwadzieścia z górą lat uczył się sztuki przekazywania innym zdobytej Prawdy, czy też ewoluował duchowo wraz z ewolucją swego nauczania począwszy od roku 1922 (lub jeszcze wcześniej) po rok (co najmniej) 1947, nigdy zapewne nie uzyskamy odpowiedzi. Tylko zewnętrzne wydarzenia jego życia podlegają, koniec końców, rzetelnemu badaniu. Reszta to nieuchronnie kwestia wiary.

Wiele spisanych relacji budzi pytanie, czy Krishnamurti posiadał tzw. moce paranormalne, określane w tradycji indyjskiej mianem siddhis. Podczas publicznych mów, wyjąwszy może wystąpienia wczesne, konsekwentnie o tym milczał - ale też niczemu nie przeczył. Szereg osób twierdziło, że, działając celowo, wyleczył je, przez nakładanie dłoni, z różnych chorób. On sam wyznawał czasem przyjaciołom, że ma zdolności jasnowidzenia, podkreślał jednak natychmiast, że są one dla postępu zmierzającego do Wyzwolenia obojętne. Często odczuwał obecność jakiejś wielkiej energii - i czasem odczuwali ją też inni, którzy zapewniali potem, że nie był to tylko wynik sugestii. Twierdził, że nie wolno mu mówić o pewnych sprawach związanych z odkryciem go przez Leadbeatera, o wydarzeniach w Ojai 1922, o "procesie", choć próbował czasem odpowiadać na zadawane na te tematy pytania - a wtedy ta ogromna energia zaczynała wokół pulsować. Niezwykle silnie odczuła jej działanie Mary Lutyens - osoba o bardzo trzeźwej osobowości - w chwilę potem, jak zgodziła się na prośbę Krishnamurtiego napisać jego biografię. Zachowały się relacje o jego dziwnym zachowaniu, gdy, jak sam wyjaśniał, ochraniał czasem jakieś miejsce przed wtargnięciem tam złych mocy. A spacerując np. po opustoszałej plaży mówił niekiedy przyjaciołom, że, jeśli chce, dostrzega wiele znajdujących się tam istot. Część z tych, postrzeganych pozazmysłowo, istot to - nietrwałe - echo po zmarłych.

Ale wracajmy do przerwanego wątku naszej opowieści. Wkrótce po przybyciu do Bombaju poznał dwie siostry, które na następnych czterdzieści lat stały się głównymi organizatorkami jego nauczycielskiej działalności w Indiach. Pierwsza to Nandini Mehta, piękna żona bogatego przemysłowca, która wkrótce po pierwszym spotkaniu z Krishnamurtim wystąpiła do sądu o rozwód z mężem, oskarżając go o okrucieństwo (rzecz w tym czasie w Indiach trudna do pomyślenia!). Druga to Pupul Jayakar, wieloletnia przyjaciółka i współpracowniczka Indiry Gandhi, zaangażowana w rozwój rzemiosł w swym kraju. Siostry były świadkami "procesu", który przebiegał podobnie jak w Kalifornii. Podczas tego pobytu w Indiach, trwającego nieprzerwanie do kwietnia 1949 r., Krishnamurti wygłosił dziesiątki mów, słuchanych zwykle przez ponad trzy tysiące ludzi, odbył też setki rozmów prywatnych i spotkań w niewielkich grupach. Zetknął się z Jawaharlahem Nehru, który po zamordowaniu 30 stycznia 1948 Mahatmy Gandhiego stał się ponoć, choć w sekrecie, gorącym zwolennikiem jego nauczania. W ogóle do Krishnamurtiego zbliżyło się wielu dawnych współpracowników Gandhiego, rozczarowanych tym, co działo się w Indiach po odzyskaniu niepodległości: erupcją gwałtu, społeczną niesprawiedliwością i bezwzględną walką o władzę toczoną przez niedawnych bojowników o idee satyagrahy. Jeśli chodzi o samego Gandhiego, to Krishnamurti zawsze odnosił się do niego i jego działalności z rezerwą, podkreślając, że gloryfikując go niesłusznie zapomina się o zasługach, jakie dla sprawy niepodległości Indii mają inni, a wśród nich Annie Besant.

Po półtorarocznej przerwie powraca w kwietniu 1949 przez Londyn do Ojai, gdzie po krótkim odpoczynku wygłasza cykl mów w Dębowym Gaju. Wcześniej, według relacji Pupul Jayakar, Rajagopal wykazywał duże zaniepokojenie faktem, że Krishnamurti znalazł w Indiach grono nowych przyjaciół i może prowadzić działalność nauczycielską bez jego pomocy. Teraz Rosalind zaczyna go podejrzewać o romans z Nandini Mehta (czego nigdy nie potwierdzono). Zrozpaczona opowiedziała Rajagopalowi o ich romansie. Ten był głęboko dotknięty faktem, iż Krishnamurti tak długo go oszukiwał i żył w sposób sprzeczny z tym, czego, w odczuciu Rajagopala, sam od nich wszystkich wymagał. Wkrótce potem Radha była świadkiem gwałtownej kłótni obu mężczyzn, po której Krishnamurti prosił, aby Rajagopal nadal organizował jego działalność. Jak pisała czterdzieści lat później:

Raja[gopal] nabrał jeszcze silniejszego niż kiedyś przekonania, że jest "dwóch Krishna[murtich]", pierwszy, który tak wnikliwie mówi o stanie, w jakim znajduje się ludzkość, i drugi, zagadkowy Krishna, który jest w stanie oszukać i zdradzić człowieka, od którego zależy, a następnie prosić o przebaczenie bez najmniejszego zamiaru naprawienia spraw. Być może łatwiej było Raja[gopalowi] uznać, że istnieje tych dwóch Krishna[murtich]. Pewnego dnia Rosalind miała dojść do podobnego wniosku. [Lives in the Shadow..., s. 221]

W listopadzie znów przylatuje do Indii i rozpoczyna zwykłą turę objazdową, odwiedzając po drodze Cejlon. W marcu 1950 wygłasza mowy w Paryżu, w czerwcu w Nowym Jorku, w lipcu w Seattle. W sierpniu wraca do Ojai, gdzie pozostaje aż do listopada 1951, zawieszając na półtora roku działalność nauczycielską. Większość czasu spędza samotnie, medytując, chodząc na długie spacery po okolicznych wzgórzach i uprawiając ogród. Rosalind jest bardzo zajęta prowadzeniem szkoły, a Rajagopal - jak zawsze - bez reszty pogrążony w pracy.

Następny cykl mów wygłosił dopiero w styczniu i lutym 1952 w ogrodzie Vasanta Vihar w Madrasie, leżącym nad rzeką Adyar na przeciwko Siedziby Głównej Towarzystwa Teozoficznego. Krishnamurti na drugą stronę rzeki nie przeszedł, uczynił to natomiast towarzyszący mu Rajagopal i spotkał się z licznymi teozoficznymi przyjaciółmi. Wygłoszone Vasanta Vihar mowy są świadectwem podejmowanych w ciągu półtorarocznego milczenia prób znalezienia nowych form wyrazu dla starych treści. W kwietniu przemawiał kilkakrotnie w Londynie, a w sierpniu w sobotnie wieczory i niedzielne poranki w Dębowym Gaju. Zimą 1952/1953 znów objechał Indie, w marcu 1953 przemawiał w Londynie (te jego mowy przełożyła i wydała Wanda Dynowska), a latem w Ojai.

Wszystkie wygłaszane publicznie mowy były stenografowane, a następnie, opracowane przez Rajagopala, drukowane w tomach wydawanych przez Krishnamurti Writings Inc. W 1953 r. ukazała się pierwsza książka opublikowana przez wydawnictwo komercyjne, Harper and Row w Stanach Zjednoczonych. Nosiła tytuł Wychowanie a sens życia i wyrażała poglądy na edukację. W tym czasie pod jego patronatem działały założone w Indiach pod koniec lat 20-ch szkoły w Rishi Valley i Rajghat (Benares); wycofał się natomiast ze współpracy z prowadzoną przez Rosalind i mającą znakomitą opinię Happy Valley School. Natomiast w 1954 r. otwarto w Bombaju kolejną działającą pod jego patronatem, a kierowaną przez Nandini Mehta, szkołę dla około 130 biednych dzieci w wieku od 4 do 14 lat, przyjmowanych niezależnie od przynależności kastowej i religii. Działała w ramach Foundation for New Education, utworzonej w miejsce dawnego Rishi Valley Trust.

Wychowanie a sens życia przedrukowało w 1955 r. londyńskie wydawnictwo Victor Gollancz - odtąd w obu wydawnictwach jego książki ukazywały się równolegle. Wielkim sukcesem okazała się druga z nich, wydana w maju 1954  The First and Last Freedom (Wolność pierwsza i ostatnia). Składało się na nią kilkadziesiąt fragmentów, wybranych przez Rajagopala z różnych mów i odpowiedzi na pytania, całość wstępem poprzedził Aldous Huxley. Następnymi wydanymi u Gollancza i w Harper and Row książkami były trzy tomy Uwag o życiu. Łącznie w latach 1953-1987 wydawnictwa te opublikowały 23 książki Krishnamurtiego, kilkanaście ukazało się nakładem innych oficyn.

Jesienią 1953 przed udaniem się do Indii przebywał przez dwa tygodnie w Il Leccio we Włoszech, miejscowości położonej ponad Fiesole, w domu należącym do Signory Vandy Scaravelli. Vanda, znakomita pianistka, którą poznał w 1937 r., pochodziła ze sfer arystokratycznych. Jej mąż, z którym miała dwoje dzieci, wykładał filozofię na Uniwersytecie Rzymskim. Wprowadziła Krishnamurtiego w świat artystycznej elity Rzymu. Teraz zorganizowała w Il Leccio dwutygodniowe spotkanie z nim dla około 40 zaproszonych osób. Odtąd gościł w Il Leccio niemal co roku; tu odzyskiwał siły wracając z wyczerpującego zimowego objazdu Indii.

Rajagopal towarzyszył zwykle Krishnamurtiemu w Europie i Stanach Zjednoczonych. W Indiach opiekowała się nim głównie Pupul Jayakar; wygłaszał z reguły mowy w Madrasie, Bombaju, Delhi i Benares, rzadziej w Bangalur i w Poonie; raz tylko, w grudniu 1982, przemawiał w rządzonej przez komunistów Kalkucie. Jak dawniej sporo czasu spędzał w szkołach w Rajghat i Rishi Valley. Publiczne mowy w Indiach odbywały się zazwyczaj pod gołym niebem. Ich uczestnicy stanowili niesłychanie barwną mieszaninę. Obok zwykłych ludzi, odnoszących się do mówcy z nabożną czcią, zasiadali dostojni buddyjscy mnisi, intelektualiści, a od połowy lat sześćdziesiątych również młodzi długowłosi Europejczycy, poszukujący w Indiach sensu życia. Ponieważ słuchacze otaczali podium, na którym Krishnamurti siedział w pozycji kwiatu lotosu, ze wszystkich stron, wiele trudu kosztowało go często przedarcie się przez tłum ludzi, chcących za wszelką cenę dotknąć choćby jego odzieży w wierze, że przyniesie im to błogosławieństwo. Obok okazywanej mu na każdym niemal kroku religijnej czci - co zawsze w ostrych słowach krytykował - traktowany był też w Indiach jako "bardzo ważna osoba" przez władze państwowe. Wspomniano już o jego kontaktach z Nehru. Spotykał się też wielokrotnie z jego córką, Indirą Gandhi. Wedle zapewnień Pupul Jayakar to właśnie rozmowa z nim późną jesienią 1976 r., gdy trwały wielkie społeczne niepokoje wywołane polityką mającą na celu powstrzymanie przyrostu naturalnego, sprawiła, że w roku następnym ogłosiła przedterminowe wybory, których wynik na trzy lata odsunął ją od władzy. W 1980 r. Indira, wraz z synem Rajivem, odwiedziła Rishi Valley. Korespondowali ze sobą. 3 listopada 1984 miała zjeść obiad z Krishnamurtim i Dalaj Lamą, trzy dni wcześniej zginęła w zamachu. Jedną z zadziwiających cech w charakterze Krishnamurtiego był szacunek, wręcz respekt, jaki czuł wobec ludzi zajmujących wysokie stanowiska polityczne, mających wysokie stopnie akademickie czy szlachetne pochodzenie.

Ze szczególnym oficjalnym uznaniem spotykał się podczas pobytów na Cejlonie, który odwiedził w latach 1949, 1957 i 1980. Wygłaszane tam mowy transmitowało radio, gazety pełne były wywiadów i komentarzy, organizowano dyskusje ze znakomitymi buddyjskimi mnichami, spotykali się z nim najwyżsi dostojnicy państwowi.

Zwykle w marcu lub kwietniu odlatywał do Europy. Po likwidacji obozów w Ommen, nie miał do 1960 r. stałego miejsca pobytu i nauczania. Nocował w hotelach, czasem w domach starych przyjaciół. Mowy wygłaszał w wynajętych salach, regularnie w Londynie, rzadko w innych miastach. Dość szybko odlatywał do Stanów Zjednoczonych na paromiesięczny pobyt w Ojai, gdzie odpoczywał i wygłaszał sobotnio-niedzielne mowy w Dębowym Gaju. Czasem przemawiał w wielkich miastach U.S.A. Po czym jesienią wyruszał, przez Europę, do Indii. W latach 1955 i 1970 odwiedził z cyklem mów Sydney.

Tak z grubsza wyglądały trasy jego podróży. Nigdy, nie licząc krótkich postojów o charakterze turystycznym w Kairze i Aleksandrii, nie był w Afryce, nie odwiedził też po 1937 r. Ameryki Łacińskiej. Nie przemawiał w żadnym z państw islamu ani w kraju socjalistycznym, jakoś omijał Japonię i Koreę. Wstęp na jego publiczne wystąpienia był darmowy, z wyjątkiem nielicznych przypadków, gdy trzeba było wprowadzić bilety z powodu wysokich kosztów wynajmu sal. W Indiach mów słuchało zwykle 3-4 tysiące ludzi, na Zachodzie liczbę słuchaczy ograniczała pojemność pomieszczeń (parokrotnie w U.S.A. sięgnęła 16 tysięcy). Mowy zawsze były improwizowane, czasem wręcz przed ich rozpoczęciem Krishnamurti wyznawał przyjaciołom, że nie ma pojęcia, o czym będzie za chwilę mówił. Po czym zajmował miejsce na podium - siedział na twardym drewnianym krześle w Europie i w Ameryce, a w Indiach na dywaniku ze skrzyżowanymi nogami - przez minutę lub dwie wpatrywał się w twarze słuchaczy, po czym bez żadnych przerw mówił przez około godzinę. Czytając teksty mów trudno rozpoznać, czy wygłoszone zostały na Zachodzie czy w Indiach. Bez przerwy podkreślał, że nie jest to wykład żadnej doktryny, zaś celem jest pobudzenie słuchaczy, by sami ujrzeli to, o czym mówi - jego słowa mają być niczym luastro, w którym należy ujrzeć siebie. Czasem wyrażał zdziwienie, dlaczego tylu ludzi przychodzi słuchać mów przez wiele lat z rzędu - nie mówi przecież niczego nowego, niektórzy z obecnych z góry potrafią przewidzieć, co powie za chwilę. A jednak kiedy Radha spytała go w połowie lat sześćdziesiątych, po co od tylu lat przemawia, skoro w istocie nie dodaje niczego nowego do tego, co już powiedział, odparł: "To paradoks. Mówię, aby żyć, a nie żyję po to, aby mówić, gdyby nie było dalszych mów, umarłbym" [Lives in the Shadow..., s. 287].

ciąg dalszy