Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie

nauczanie | życie | bibliografia | różności | linki

NAUCZANIE W LATACH TRZYDZIESTYCH

W marcu 1930 r. Krishnamurti w towarzystwie Jadu przybył do Ojai. Zamieszkał w Sosnowej Chacie, posiłki zaś jadał w zamieszkałym przez Rajagopalów Arya Vihara. Rajagopal, człowiek niezwykle energiczny, do przesady lubiący porządek, przejmuje teraz w swe ręce wszystkie sprawy organizacyjne. Ustala trasy podróży i kalendarz wystąpień, przygotowuje do druku teksty mów, prowadzi korespondencję, dba o pieniądze, pochodzące ze sprzedaży książek i darowizn. Rajagopal nie posiadał własnych dochodów, a Krishnamurtiemu do głowy nie przyszło, by zaoferować mu pensję. Po prostu Rajagopal, prowadząc z rodziną skromne dość życie, rozdzielał pieniądze według własnego uznania. Krishnamurtiego często irytowała apodyktyczna pedanteria Rajagopala, ten zaś nie mógł często znieść jego obojętności wobec problemów praktycznych. Ale obu ten układ jakoś odpowiadał i funkcjonował przez następne trzydzieści lat.

Wspomniano powyżej o fascynacji, jaką Krishnamurti odczuwał na widok urządzeń mechanicznych. Szczególnie lubił wysokiej klasy samochody. Cecha to zupełnie nie pasująca do obiegowego stereotypu mędrca. Jeszcze mniej do stereotypu pasuje nadzwyczajna dbałość, jaką wykazywał o wygląd zewnętrzny. Szył ubrania u renomowanych krawców, nieustannie dbał, by były w nienagannym stanie. Buty, zawsze brązowe i robione na miarę, co dzień odstawiał na miejsce umieszczając w nich drewniane wkładki, sam czyścił je do połysku. W Indiach nosił ubrania indyjskie, w Europie i w Ameryce zachodnie, w mieście garnitur, na wsi strój nieformalny. Był tak elegancki, że brano go niekiedy za bogacza.

Bardzo dbał o swoje zdrowie. Ciało - wątłe i wciąż zapadające na choroby - musiało sprawnie służyć jego misji. Dobrze e przeto odżywiał, nie pił alkoholu i nie palił papierosów, nie jadł mięsa, unikał kawy i herbaty. Co dzień wykonywał ćwiczenia hatha jogi i chodził na długie spacery. "Proces" w późniejszych latach złagodniał, ale silne bóle głowy dokuczały mu do końca życia. Wciąż chorował na zapalenia oskrzeli i katar sienny. Słabe zdrowie nadwyrężały nieustanne podróże i związane z tym zmiany klimatu, noclegi w kajutach statków i hotelach, kontakty z rzeszami ludzi. Jego waga spadała często, przy średnim wzroście, poniżej 50 kilogramów. Dlatego po okresach intensywnej działalności wyjeżdżał na kilkutygodniowe odpoczynki w góry. Wieloletnie specjalne ćwiczenia wzroku pozwoliły mu do końca czytać bez okularów.

Obozy w Ommen, Ojai, pod Adyarem i w Benares odbywały się nadal. Otwarte zostały dla szerokiej publiczności, a choć słuchacze w dużej mierze się zmienili - byli średnio młodsi, a interesowali się raczej tym, co Krishnamurti ma do powiedzenia, niż tym, kim jest - to wcale ich nie ubyło. W obozach w Ommen uczestniczyło po trzy tysiące osób (więcej zgłoszeń Rajagopal nie przyjmował), odbyły się w latach 1930, 1931, 1933, 1936, 1937, 1938. Potem Niemcy zamienili ten teren na obóz koncentracyjny i po wojnie już tam zlotów nie organizowano. W grudniu 1930 Krishnamurti rozpoczął objazd krajów Europy środkowej i północnej, miał w kwietniu 1931 przyjechać do Warszawy, pobyt został jednak odwołany z powodu choroby. (Nigdy w Polsce nie był.) W sierpniu 1931 doszła go wieść o śmierci 35-letniego Jadu.

Po rocznym z górą pobycie w Europie wrócił w październiku 1931 do Ojai. Rosalind akurat urodziła córkę, której nadano imię Radha. Poród był bardzo ciężki i lekarz ostrzegł ją, że następną ciążę może przepłacić życiem. Zaraz potem Rajagopal - wierny teozoficznym ideałom wstrzemięźliwości - oświadczył, że odtąd będą żyli w separacji. Pogrążony w pracy prawie nie zajmował się dzieckiem. Krishnamurti natomiast, gdy pierwszy raz ujrzał Radhę, zapytał ponoć Rosalind: "Czy sądzisz, że to jest Nitya?" Przez lata opiekował się dziewczynką z wielkim oddaniem.

Gdy cierpiący na reumatyzm Rajagopal wyjechał do Hollywood na operację usunięcia migdałków, a Rosalind z córeczką podążyła za nim, Krishnamurti po raz pierwszy w życiu został na dłużej sam. Po 1909 r. na rozkaz Mistrza towarzyszyło mu nieustannie dwóch wtajemniczonych, a i potem otoczony był wciąż ludźmi. Teraz w samotności pogrążył się, jak to sam określił, w samadhi - ekstatycznym stanie duchowego wyzwolenia. Pisał o tym do Emilii Lutyens:

To bycie samemu dało mi coś ogromnego i tego właśnie potrzebuję. Jak dotąd wszystko w moim życiu nastało we właściwym czasie. Umysł mój jest tak jasny, ale skoncentrowany, pilnuję go niczym kot mysz. Naprawdę cieszy mnie ta samotność i nie mogę wyrazić słowami tego, co czuję.

Jednak w styczniu 1932 zaczyna wygłaszać co sobotę mowy w Dębowym Gaju.

Bardzo to wszystko dziwne. Nie mogę utracić swego entuzjazmu, przeciwnie, jest on głęboki i chcę iść i krzyczeć i przekonać ludzi, by się zmienili i żyli szczęśliwie. (...) Im więcej myślę o tym, co "urzeczywistniłem", tym jaśniej mogę to wyrazić i pomóc wznieść most, ale to wymaga czasu i nieustannej zmiany wyrażeń tak, aby oddać prawdziwy sens. Nie masz pojęcia, jak trudno jest wyrazić to, co niewyrażalne, a to, co się wyraziło, nie jest prawdą. A zatem trwa to dalej. [List do E. Lutyens, 26 marca 1932]

W trakcie tych mów, o czym Radha dowiedziała się po latach od matki, Jiddu Krishnamurti (który dotąd żył w celibacie) został kochankiem Rosalind. Romans trwał do połowy lat pięćdziesiątych. W 1935 Rosalind zaszła w ciążę, ze względu na zagrożenie życia poddała się aborcji. Rok później miała poronić, a w 1939 poddać się aborcji raz jeszcze. Opowiadała córce, że sama podjęła te decyzje; Krishnamurti, choć jej nie namawiał, przyjmował je ponoć z ulgą.

Romans, a także dramatyczne zerwanie współpracy z Rajagopalem (zob. poniżej) stały się przedmiotem wspomnianej już książki jego córki, Radhy Sloss, Lives in the Shadow with J. Krishnamurti (1991). Mary Lutyens, która broniła go przed postawionymi tam zarzutami o hipokryzję w Krishnamurti and the Rajagopals (1996), potwierdziła istnienie romansu, podkreślając, że Krishnamurti nie miał powodu żyć w celibacie po zerwaniu z Leadbeaterowską teozofią - choć wcześniej przemilczała znane sobie ponoć fakty w swej trzytomowej biografii.

W grudniu 1932 r., po prawie trzyletniej nieobecności, Krishnamurti przybywa do Indii. Witany w Adyarze przez Leadbeatera, Arundale’ów i Jinarajadasę, odwiedza ciężko chorą i tracącą pamięć Annie Besant ("Poznała mnie. Powiedziała: Tak się cieszę, że cię widzę (powtórzyła to dwa lub trzy razy), tak dobrze wyglądasz. Wychowałam cię, prawda?"). Besant, którą odwiedził jeszcze raz w maju, zmarła 20 września 1933. 1 marca 1934 umarł w Australii Charles W. Leadbeater; Krishnamurti, który przypadkiem był w Sydney, wziął udział w kremacji zwłok, choć podczas trwania obrzędów stał na zewnątrz kaplicy. (Prezydentem Towarzystwa Teozoficznego został, po śmierci Besant, George Arundale. Ten zmarł w 1945, odkąd Towarzystwem kierował, do śmierci w 1953, Jinarajadasa.)

Przez kilka następnych lat Krishnamurti, zwykle w towarzystwie Rajagopala, kontynuuje podróże wokół globu. W Indiach wiele czasu spędza w szkołach Rishi Valley i Rajghat (Benares), przemawiając do uczniów i nauczycieli, oraz prowadząc z nimi wielogodzinne dyskusje. Warto wspomnieć jego 8-miesięczny objazd krajów Ameryki Łacińskiej, podczas którego wygłosił 25 mów, częściowo transmitowanych przez radio, a miejscowa prasa drukowała je w hiszpańskich przekładach. Wzbudziło to liczne protesty Kościoła katolickiego. (Wcześniej w 1931 katoliccy studenci w Rumunii grozili Krishnamurtiemu śmiercią i prawdopodobnie próbowali go otruć.) W 1933 naucza we Włoszech i Norwegii, a w 1934 w Nowej Zelandii.

Mowy, stenografowane a później starannie przezeń poprawiane, ukazywały się w tym czasie w postaci tomów publikowanych przez Star Publishing Trust. Książki ze względów finansowych drukowano w Indiach, sprzedawano podczas spotkań i rozsyłano na zamówienia pocztowe; nakłady nie przekraczały paru tysięcy egzemplarzy. Indyjska siedziba Trustu mieściła się w budynku wzniesionym na terenie zwanym Vasanta Vihar, leżącym na przedmieściu Madrasu nad brzegami rzeki Adyar, nieopodal terenów Towarzystwa Teozoficznego.

Z RAJAGOPALAMI W OJAI W LATACH DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

Kilka miesięcy w roku spędzał Krishnamurti w Ojai. Tam w kwietniu 1938 poznał Aldousa Huxleya, co dało początek ich wieloletniej przyjaźni. Do Ojai powrócił latem 1939 na dłuższy odpoczynek po wyczerpującym pobycie w Indiach, Australii i na Nowej Zelandii - i tam zastał go wybuch II Wojny światowej. W Kalifornii spędził następnych osiem lat. Miał początkowo trudności z przedłużaniem wizy, w pewnym momencie przystał na to, by odesłano go do Indii, nie było jednak sposobu, aby się tam dostać. Był przesłuchiwany przez funkcjonariusza FBI w związku z przygotowywanym ponoć zamachem na Roosevelta!

Wiosną 1940 r. zaczyna w Ojai i Hollywood prowadzić spotkania dyskusyjne, a od maja do lipca wygłasza osiem mów w Dębowym Gaju. Gdy jednak zaprotestował przeciw wyrażanym przez słuchaczy nastrojom antyniemieckim ("Wojna w was to wojna, którą powinniście się zająć, a nie wojna na zewnątrz"), większość z nich na znak protestu opuściła zgromadzenie. Krishnamurti przemawia jeszcze wkrótce pod Filadelfią - po czym milknie do roku 1944.

Od kilku lat podróżując statkami spotykał tłumy Żydów uciekających z Niemiec, niepokoiły go też losy jego europejskich przyjaciół. Ale w hitleryzmie widział tylko jeden z przejawów duchowego kryzysu, w jakim znalazł się cały świat współczesny. W 1938 pisał do E. Lutyens:

W pełni zgadzam się z tobą, że biedni Żydzi przechodzą okres straszny i poniżający. To wszystko jest strasznie obłąkane. To ohydne, że ludzkie istoty mogą zachowywać się w tak bestialski sposób; Kafarowie traktowani są tak brutalnie i nieludzko; bramini w niektórych częściach Indii południowych utracili w stosunku do niedotykalnych wszelkie poczucie człowieczeństwa; biali i czarni biurokratyczni władcy krajów to w większości maszyny tworzące system brutalny i głupi; Murzyni na południu U.S.A. są w tarapatach; jedna dominująca rasa, co widać na całym świecie, wykorzystuje drugą. Poza tą żądzą władzy, bogactwa i stanowiska brak rozumu, rozsądku. Jakże trudno jest jednostce nie dać się wessać w ten sztorm nienawiści i zamętu. Musimy być jednostkami, zdrowymi, zrównoważonymi, nie należącymi do żadnej rasy, kraju czy jakiejś szczególnej ideologii. Wtedy może rozsądek i pokój powrócą do świata. Przepraszam, że piszę niczym kaznodzieja.

Przy innej okazji ostrzegał, że nie należy dać się zwieść pozorom: Brytyjczycy "(...) zagrabiwszy połowę Ziemi mogą pozwolić sobie na to, by być mniej agresywni", w istocie jednak są równie brutalni, żądni zysku i władzy, jak każdy inny naród. Dobitny wyraz dał tym przekonaniom przemawiając w 1947 przed mikrofonami radiowymi w Madrasie:

Zdajemy sobie sprawę z chaosu i cierpienia, jakie panują w nas samych i wokół nas. Chaos ten nie jest przejściowym kryzysem, jakich wiele bywało w historii, lecz przełomem o wyjątkowej doniosłości. W różnych okresach historii miewaliśmy wojny, ekonomiczne zastoje i wstrząsy społeczne. Obecnego kryzysu nie można porównać do tamtych, powtarzających się co pewien czas zaburzeń, gdyż nie jest on zjawiskiem zachodzącym w jakimś poszczególnym kraju, ani też wynikiem jakiegoś jednego systemu religijnego czy społecznego; jest to katastrofa sięgająca samej istoty, wartości i znaczenia człowieka. Nie należy więc myśleć o kompromisowych wyjściach, o łataniu tego, co jest, reformami, ani też usiłować zastąpić jeden system drugim. Aby móc stan dzisiejszy zrozumieć, musimy sami przejść rewolucję uczuć i myśli. Bowiem nie tylko zewnętrzne wypadki - jakkolwiek straszne były i wstrząsające - sprowadziły obecny chaos i mękę, są one raczej wynikiem chaosu i nędzy w każdym z nas. A więc zanim nie zrozumiemy zagadnienia jednostki, nie może być mowy o ładzie w nas samych, a więc i na zewnątrz nas. (...) Ponieważ my sami jesteśmy odpowiedzialni za panujący dziś chaos, więc w sobie samych musimy dokonać przewartościowania wszystkich wartości.

A jednak takie wypowiedzi, których autor rozkoszował się w tych strasznych czasach pięknem kalifornijskiej przyrody, wywoływały zarówno wówczas, jak i później lawinę zarzutów.

Przez całe miesiące przebywał w Ojai, widując niemal wyłącznie Rajagopalów i Huxleya z żoną. Z Huxleyem, który w tym czasie szybko tracił wzrok, wiódł wielogodzinne rozmowy. Autor Nowego wspaniałego świata prowadził intelektualne rozważania, których Krishnamurti słuchał w milczeniu onieśmielony, jak przyznawał, ich abstrakcyjnym charakterem. Potem z kolei Huxley słuchał milcząc, bezskutecznie próbując uchwycić to, co Krishnamurti mówił o bezpośrednim postrzeganiu i samoświadomości - wyznał kiedyś, że "oddałby wszystko za jedno bezpośrednie spostrzeżenie prawdy, ale jego umysł nie jest do tego zdolny, nazbyt wypełniony jest wiedzą".

Krishnamurti spędzał mnóstwo czasu na samotnych spacerach, czasem też, gdy udawało się zdobyć trochę benzyny, jeździł z dużą prędkością po okolicznych drogach pozostawionym mu do dyspozycji samochodem. Gdy po wybuchu wojny z Japonią pojawiły się kłopoty z żywnością, wraz z Rajagopalami zaczął uprawiać warzywa i hodować krowę, kury i pszczoły. Bardzo te prace lubił. Radhą opiekował się nadal niczym własną córką. Gdy odwiedziła ich teozofka, Beatrice Wood, była zaszokowana tym, co ujrzała:

Przyjaciele w Hollywood byli podekscytowani ilekroć wyjeżdżałam do Arya Vihara i prosili, bym uważnie słuchała wszystkiego, co mówi Krishnamurti, tak abym mogła im to powtórzyć. Zrazu jechałam do Ojai spodziewając się wzniosłych debat o sprawach "wyższych" i z zaskoczeniem wysłuchałam rozmów krążących wokół ogrodu warzywnego Rosalind i krowy. (...) Gorąco pragnęłam przedyskutować takie sprawy, jak trzeci aspekt Logosu, narodziny Szóstej Rasy Podstawowej, ale konwersacje zazwyczaj dotyczyły spraw ludzkich, a zajęcia były bezpretensjonalne i zwykłe. Wszyscy kochali gry, zwłaszcza monopol. Pewnej nocy Rosalind, niczym prawdziwy rekin w handlu nieruchomościami, przejęła udziały wszystkich, a nawet doprowadziła Krishnamurtiego do bankructwa. Siedziałam obezwładniona nudą gdy Krishnamurti, pochwyciwszy moje błędne spojrzenie, nagle uniósł dłonie i rzekł: "Beatrice nie ma pojęcia, o co tu chodzi i nigdy mieć nie będzie. Nie przejmujcie się nią więcej". Odczułam niesłychaną ulgę opuszczając to spotkanie, które ciągnęło się jeszcze przez trzy godziny! [za: Lives in the Shadow..., s. 171-2]

Jesienią 1942 pozostał na trzy tygodnie sam w parku narodowym słynącym z ogromnych sekwoi. Mieszkał w drewnianej chacie gotując sobie posiłki pod gołym niebem (wewnątrz było to zabronione, a na restaurację nie było go stać). O świcie chodził na długie spacery, a po śniadaniu, słuchał przez godzinę z jedynej posiadanej płyty IX Symfonii Beethovena. Wiele medytował, eksperymentował też z ciałem i zmysłami.

Mimo mistycznych uniesień czuł się w tym czasie "niewykorzystany". Może dlatego ok. 1942 r. Huxley zaproponował mu, by zaczął pisać. Usłuchał, a gdy pokazał Huxleyowi rękopis ten był zachwycony i stwierdził, że nigdy nie spotkał tego typu literatury, w której po żywym opisie przyrody następuje egzystencjalny dialog. Poczynione w tych latach i później zapiski złożyły się na wydane przez Rajagopala w latach 1956-1960 trzy tomy Uwag o życiu.

Od maja 1944 znów poczyna wygłaszać sobotnie mowy w Dębowym Gaju - ich tekst ogłoszony rok później stanowił pierwszą publikację Krishnamurti Writings Inc., wydawnictwa powstałego na miejsce dawnego Star Publishing Trust. Udziałowcami byli zrazu Krishnamurti i Rajagopal; siedzibę przeniesiono z Hollywood do Ojai. Jak poprzednio, drukowane w Indiach w parotysięcznych nakładach książki sprzedawano tylko podczas spotkań i rozsyłano na zamówienia pocztowe. Kolejny tom, zawierający teksty mów w Dębowym Gaju z 1945 i 1946 r. Krishnamurti poprzedził uwagą:

Ta księga mów, podobnie jak nasze poprzednie publikacje, zawiera sprawozdania ze spontanicznych wypowiedzi o życiu i rzeczywistości, wygłaszanych w różnych czasach; nie jest zatem przeznaczona do tego, by czytać ją po kolei lub w pośpiechu niczym powieść czy systematyczny traktat filozoficzny. Mowy te spisane zostały przeze mnie bezpośrednio po ich wygłoszeniu, później zaś starannie poprawiłem je dla celów publikacji. Niestety niektórzy, nieproszeni, rozprowadzili własne notatki z tych mów, sprawozdania te jednak w żadnym wypadku nie powinny być uważane za autentyczne czy poprawne.

Były to ostatnie mowy, których tekst pomagał poprawiać.

We wrześniu 1946 r. uruchomiona zostaje, na terenie nabytym niegdyś przez Annie Besant, koedukacyjna Happy Valley School (Szkoła Szczęśliwej Doliny). Udziałowcami stowarzyszenia prowadzącego szkołę byli zrazu Krishnamurti, Rosalind i Huxley; Rosalind wzięła w ręce większość spraw organizacyjnych.

Zaraz potem Krishnamurti poważnie się rozchorował - miał bolesne zakażenie nerek, ale badający go lekarz nie umiał postawić pełnej diagnozy. Odmówił pójścia do szpitala, nie przyjmował też żadnych leków, bojąc się ich niepożądanego wpływu na swój organizm. Prawie rok upłynął, nim w pełni wyzdrowiał.

15 sierpnia 1947 r. Indie odzyskały niepodległość. Postawiony, jak każdy Hindus, przed wyborem, zwrócił paszport brytyjski i przyjął indyjski - co później, ze względu na przepisy wizowe, sprawiało mu mnóstwo kłopotów. A 9 września opuścił wreszcie Kalifornię. Przez trzy tygodnie przebywał wśród nie widzianych od lat przyjaciół w Londynie. Zaś 4 października sam odleciał do rozdzieranych wojną domową Indii.

ciąg dalszy