Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie

nauczanie | życie | bibliografia | różności | linki  

WIZJA I DRAMAT

Choroba Nityi odnowiła się, a badania rentgenowskie wykazały, że wbrew uprzedniej optymistycznej diagnozie nie tylko lewe płuco nie zostało wyleczone, ale pojawiły się nacieki na prawym. Konieczny stał się szybki wyjazd w góry. Z zamiarem powrotu do Europy bracia przypływają do San Francisco, a 6 lipca docierają do Doliny Ojai (czyt. Ohaj), która stanie się odtąd - o ile słowa tego użyć można w odniesieniu do tego wiecznego tułacza - domem Krishnamurtiego, miejscem, w którym rozpocznie się proces wiodący go do Przebudzenia i w którym w 64 lata później zakończy on życie. Położona na skraju pustyni, około 120 kilometrów na północ od Los Angeles, porośnięta pomarańczowymi gajami i otoczona wzgórzami, urzekła Krishnamurtiego swym pięknem. W owym czasie na powierzchni ponad stu kilometrów kwadratowych mieszkało tam zaledwie paręset osób. Bracia zamieszkali na odległym krańcu doliny, na wysokości ok. 500 m. n.p.m., w drewnianym domu nazwanym później Sosnową Chatą (Pine Cottage); w domu obok przebywał towarzyszący im Sekretarz Generalny Towarzystwa Teozoficznego w Stanach Zjednoczonych A. P. Warrington. Grona dopełniała 19-letnia Amerykanka Rosalind Williams, w której wkrótce, za wzajemnością, zakochał się Nitya.

Jeszcze przed opuszczeniem Sydney, Krishnaji otrzymał przekazane przez Leadbeatera posłanie od Mistrza K.H.:

Co do ciebie również żywimy najwyższe nadzieje. Umacniaj się i rozszerzaj i coraz bardziej się staraj, by poddać umysł i mózg w niewolę prawdziwej wewnętrznej jaźni. Bądź tolerancyjny wobec rozbieżnych poglądów i metod, każdy bowiem nosi zwykle część prawdy ukrytą gdzieś we wnętrzu, choć często jest ona zniekształcona niemal nie do poznania. Szukaj tego najmniejszego błysku światła wśród styksowych ciemności każdego nieświadomego umysłu, bowiem dzięki jej rozpoznaniu i podsycaniu możesz pomóc młodszemu bratu.

Na początku sierpnia zaczął nad tym posłaniem medytować, aby, jak wyjaśniał w liście do Besant, przywrócić utraconą łączność z Mistrzami. A wtedy dziać się zaczęło coś dziwnego.

Zaczęło się wieczorem 17 sierpnia od silnego bólu karku. Następnego dnia Rosalind zastała go wijącego się z bólu. Patrzył nieprzytomnie, co chwila jęczał, dostawał drgawek i skarżył się na straszliwe gorąco, czasem bredził. Najlżejsze dźwięki sprawiały mu ból. Niekiedy gwałtownie odpychał Rosalind od siebie, to znów przytulał ją niczym dziecko matkę (tak jej się przynajmniej wydawało). Przez trzy kolejne dni stan jego ciągle się pogarszał. Pokój, a zwłaszcza łóżko, wydawały mu się nieznośnie brudne. Wyrażał pragnienie znalezienia się w indyjskich lasach. Wreszcie w niedzielę 20 sierpnia wieczorem wyszedł na werandę, na której siedzieli Nitya, Rosalind, Warrington i kanclerz biskupi Liberalnego Kościoła Katolickiego Walton. I, jak to opisywał w liście do Besant sam Krishnamurti:

Zacząłem dochodzić do siebie, aż wreszcie p. Warrington zaproponował, bym poszedł pod rosnący koło domu pieprzowiec. Usiadłem tam ze skrzyżowanymi nogami w postawie medytacyjnej. Po pewnym czasie poczułem, że opuszczam swe ciało. Ujrzałem siebie siedzącego pod delikatnymi, wątłymi liśćmi drzewa. Zwrócony byłem ku wschodowi. Przede mną było moje ciało, a ponad mą głową ujrzałem Gwiazdę, jasną i czystą. Potem odczułem wibrację Buddy, zobaczyłem Maitreję i Mistrza K.H. Byłem tak szczęśliwy, cichy i spokojny. Widziałem swe ciało i unosiłem się obok. W powietrzu i we mnie panował tak głęboki spokój, spokój dna przepastnego, niezgłębionego jeziora. Niczym jezioro czułem, że moje fizyczne ciało, z jego umysłem i emocjami, wzburzone może zostać na powierzchni, ale że nic, dosłownie nic nie może zakłócić spokoju mej duszy. Obecność potężnych istot trwała jakiś czas, po czym One odeszły. Byłem nadzwyczaj szczęśliwy, gdyż widziałem. Nic już nie będzie takie samo. Napiłem się jasnych i czystych wód u źródła, z którego tryska życie i moje pragnienie zostało ugaszone. Nigdy już więcej nie będę spragniony, nigdy więcej nie znajdę się w zupełnych ciemnościach. Dotknąłem współczucia leczącego wszelki smutek i cierpienie; nie dla siebie, dla świata. (...) Miłość w całej swej chwale odurzyła me serce; moje serce nigdy już się nie zamknie. Piłem u źródła Radości i wiecznego Piękna. Jestem odurzony Bogiem.

Również Rosalind zachowywała się tak, jakby kogoś lub coś widziała, czyniła na głos pewne obietnice. Niczego jednak później nie pamiętała.

Po tych wydarzeniach Krishnamurti znalazł się w stanie ekstazy. (Prosił swą biografkę, Mary Lutyens, by pisząc o jego życiu po wydarzeniach w Ojai 1922 określała go za pomocą samej litery K. Przyjmuję tę konwencję.) Ale już na początku września cierpienia powracają - w formie zgoła niezwykłej. Regularnie około godziny 18:30 zaczynał się straszliwy ból głowy, karku i kręgosłupa, czemu towarzyszyło odczucie ogromnego gorąca, nadwrażliwość na dźwięki i czyjkolwiek dotyk. Tracił niemal świadomość, słyszał dziwne dźwięki i widział jakieś twarze. Opiekującą się nim Rosalind często brał za swą zmarłą matkę, żywo też stawały mu przed oczami sceny z wczesnego dzieciństwa. Przemawiał głosem paroletniego dziecka. Wił się z bólu na łóżku jęcząc i bredząc, czasem wstawał i przewracał się nagle na podłogę. Później ból przeniósł się na pewien czas na twarz i oczy ("Mamo, proszę, dotknij mojej twarzy, czy ona wciąż tam jest?") Po godzinie, a czasem dwóch, ból powoli ustawał i, choć wyczerpany, mógł coś zjeść. Rano wykonywał zwykłe czynności. To, co się działo z nim wieczorem, pamiętał mgliście.

Stany takie trwały przez szereg następnych lat, a z mniejszym natężeniem do końca życia. Pojawiały się wówczas, gdy przebywał w spokojnym miejscu w gronie zaufanych przyjaciół, ale nigdy gdy podróżował i spotykał obcych. Krishnamurti nigdy nie próbował zmniejszyć bólu za pomocą leków: sądził, że jest to coś, przez co musi przejść, choć nigdy nie twierdził, że rozumie, co się z nim dzieje i dlaczego. W liście do Lady Emily z 16 września 1922 pisał, że nie wie, czy staje się jasnowidzem czy popada w obłęd. Również liderzy Towarzystwa Teozoficznego niczego wyjaśnić nie potrafili. Leadbeater stwierdził, że wydarzenie z 20 sierpnia było trzecim Wtajemniczeniem Krishnaji (Rosalind przyjęta została do nowicjatu), ale jeśli o bóle chodzi, to uczciwie przyznawał, że nic z tego nie rozumie. Ogólnie teozofowie przekonani byli, że są to objawy jakichś zabiegów, jakim Mistrzowie poddają ciało Krishnaji, by przygotować je do czekającej go misji. Z braku lepszego określenia nazwano to "procesem".

Krishnaji zaczął pisać poezje. Najpierw powstał poemat prozą Path ("Ścieżka", w polskim przekładzie dano tytuł Droga): alegoryczny obraz samotnej wędrówki poprzez kolejne żywoty ku Przebudzeniu. Tekst kończy zdanie: "Jestem Bogiem". (W 1930 r. Krishnaji skrytykował podstawową ideę poematu mówiąc:

Ścieżkę napisałem wtedy, gdy wciąż jeszcze dzieliłem życie w tym świecie ułudy. Teraz nie istnieje dla mnie nic takiego jak podział życia: jest ono całością, prawda bowiem znajduje się we wszystkim (...) Do tej prawdy nie wiedzie żadna ścieżka, znajduje się ona bowiem w każdym umyśle i w każdym sercu (...) Gdy zrozumiałem to w pełni, zaistniała Rzeczywistość Bez Dróg [Pathless Reality].

W ciągu następnych kilku lat ukazało się na łamach Heralda i innych pism kilkadziesiąt wierszy i poematów prozą, wydano też trzy tomy poetyckie. W 1930 r. Krishnaji przestał pisać wiersze na zawsze.

Przez parę następnych miesięcy, przechodząc co wieczór tortury, opiekował się chorym bratem. Z początkiem 1923 r. podejmuje jednak działalność na rzecz Towarzystwa Teozoficznego i Zakonu Gwiazdy na Wschodzie. Obok not dla Heralda pisze posłania do Międzynarodowych Grup Przygotowania Się, wygłasza odczyty i zbiera pieniądze. W połowie lutego zakupiony zostaje dla braci zniszczony i pozbawiony wygód dom w Dolinie Ojai, nazwany potem Arya Vihara, wraz z kilkoma hektarami ziemi. Ponieważ Krishnamurti nie chciał osobiście niczego posiadać, formalnym właścicielem posiadłości stał się utworzony w tym celu The Brothers Trust.

W maju bracia opuszczają Dolinę Ojai i w czerwcu przybywają do Anglii. W lipcu biorą w Wiedniu udział w Kongresach Towarzystwa Teozoficznego i Zakonu Gwiazdy na Wschodzie, temu drugiemu Krishnaji osobiście przewodniczy. Potem w towarzystwie grupy przyjaciół wyjeżdżają w Alpy Tyrolskie. Tu znów zaczyna się "proces"; tym razem rolę opiekunki pełni Helen Knothe (K najwyraźniej podczas trwania "procesu" potrzebował obecności młodej kobiety).

22 września wyjeżdżają do Zamku Eerde, który baron van Pallandta przekazał właśnie, wraz z otaczającą go posiadłością ziemską, specjalnie utworzonemu Trustowi. Przez następnych 6 lat Zamek pełnić będzie rolę siedziby głównej Zakonu Gwiazdy na Wschodzie.

W listopadzie 1923 bracia wyjeżdżają do Ojai, tym razem w towarzystwie Rajagopala, który - jako drugi obok Nityi Wtajemniczony - opiekować się miał Krishnamurtim podczas spodziewanego nawrotu "procesu". Zamieszkali w Arya Vihara, spędzając pierwsze tygodnie na doprowadzaniu domu do jako takiego stanu. "Proces" rychło się rozpoczął i trwał z natężeniem większym niż dotąd. Cierpienia i spowodowane nimi wyczerpanie były tak wielkie, że Nitya - acz święcie przekonany, że wszystko to jest wynikiem zabiegów, jakim Mistrzowie poddają ciało brata - zwrócił się listownie o pomoc do Leadbeatera. Ten jednak odparł: "Nie rozumiem tego straszliwego dramatu, przez jaki przechodzi nasz umiłowany Krishna, chciałbym jednak być o wszystkim często informowany, bo naprawdę bardzo mnie to niepokoi. Trudno uwierzyć, by cały ten straszliwy ból miał być dlań korzystny lub niezbędny". Leadbeater wysłał do Ojai dr Rocke, lekarkę, która uzyskała już Wtajemniczenie, ta jednak niczego ustalić nie zdołała. Podczas jej pobytu Krishnamurti 11 kwietnia 1924 przekazał posłanie od samego, jak wierzono, Maitreji:

Moi synowie, cieszą mnie wasze wytrwałość i męstwo. To była długa walka, to zaś, co osiągnęliśmy, stanowi spory sukces. Choć było wiele trudności, dość łatwo je pokonaliśmy. Wiele było rozdziałów w postępie ewolucji, a każde stadium ma swoje próby. Jest to dopiero początek licznych zmagań. Bądźcie równie mężni i z równą gotowością znoście to w przyszłości (...) Tak tylko możecie nam pomóc.

Dalej Mistrz prosił m.in., by bracia pozostali jeszcze czas jakiś w Ojai. O "procesie" poinformowano przywódców Towarzystwa Teozoficznego i Zakonu Gwiazdy, wszyscy oni, a także naoczni świadkowie, przyrzekli nigdy nikomu z zewnątrz nie ujawnić poznanych faktów.

Niestety, z wyjątkiem dr Rocke żaden lekarz czy psychiatra nigdy "procesu" nie badał. Można jedynie spekulować, czy był to przejaw epilepsji lub innej choroby psychicznej bądź neurologicznej, a może zaburzenia, w jakie popadł dwudziestokilkuletni mężczyzna żyjący w narzuconym mu przez teozoficznych opiekunów celibacie (co potwierdziły przeprowadzone po latach wywiady z bliskimi mu kobietami). Pupul Jayakar (zob. poniżej) zauważa silne pokrewieństwo relacji z "procesu" z klasycznymi opisami budzenia się kundalini, energii uśpionej w czakramach, którą wyzwala się praktykując m.in. jogę tantryczną. Sam Krishnamurti, co ciekawe, pod koniec życia czynił sugestie potwierdzające interpretację teozoficzną.

W czerwcu bracia przypływają do Europy, gdzie towarzyszą Besant podczas szeregu teozoficznych imprez (na jedną z nich, do Paryża, polecieli po raz pierwszy w życiu samolotem). Rajagopal wraca na Cambridge, by ukończyć przerwane studia. W połowie sierpnia odbył się w Ommen, na terenach przylegających do Zamku Eerde, pierwszy Obóz Gwiazdy. Trwał dwa dni, uczestniczyło w nim około 500 osób mieszkających w namiotach i myjących się w rzece. Krishnaji przemawiał podczas wieczornych ognisk kładąc nacisk na potrzebę uczuć: by kroczyć po ścieżce Uczniostwa nie wystarczą koncepcje intelektualne, potrzeba energii, którą daje tylko miłość.

Od 18 sierpnia do 28 września Krishnamurti wraz z bratem i małym gronem przyjaciół (m.in. Lady Emily z córkami Betty i późniejszą biografką Krishnaji Mary) przebywa w hotelu w Pergine we Włoszech. "Proces" trwa przez niemal cały czas. Ponieważ część zebranych chciała potem wyjechać do Sydney, gdzie Leadbeater zgromadził wokół siebie grono młodych ludzi, którzy żyjąc w kierowanej przez niego wspólnocie czynili szybkie duchowe postępy, zwrócono się do Krishnaji z prośbą, by ich na tę okazję przygotował. W rezultacie przez trzy tygodnie co dzień rano, siedząc na ziemi pod jabłonią, nauczał o Mistrzach i o tym, jak im służyć, a także o konieczności duchowej przemiany, która jest "tak łatwa" i "tak zabawna", ale którą osiągnąć mogą tylko ci, którzy gotowi są w każdej chwili porzucić wszystko i wszystkich. Dziewczęta przekonywał, że tylko ludzka natura każe im wyjść za mąż i założyć dom - a tego nie można pogodzić ze służeniem Mistrzowi.

W październiku Rajagopal powraca do Cambridge, by dokończyć przerwane studia prawnicze, bracia zaś w towarzystwie Helen, Lady Emily z córkami i paroma jeszcze osobami odpływają w kierunku Sydney. Po drodze zatrzymują się na kilka miesięcy w Adyarze. Nitya, który wydawał się wyleczony, dostaje krwotoków, szybko więc wyjeżdża w zdrowsze okolice, podczas gdy Krishnamurti naucza podobnie jak w Pergine. W styczniu 1925 odwiedza Madanapalle, miejsce swoich urodzin, szukając miejsca odpowiedniego na założenie uniwersytetu. Znajduje takowe, ale realizację planów odłożyć musi na później.

Podczas sennych wizji w tym okresie, jak wyznawał w listach, odwiedził samego Mahachohana by, w zamian za własne szczęście, prosić o zdrowie dla Nityi. Odpowiedź była pozytywna. Gdy jednak w marcu wyruszyli w dalszą drogę, stan chorego znacznie się pogorszył. W Sydney, dokąd przybyli 3 kwietnia, czekał na Krishnaji amfiteatr na 2500 miejsc, specjalnie zbudowany nad brzegiem morza, aby tam we właściwym czasie Nauczyciel Świata objawił się ludziom.

Nityę wysłano natychmiast w zdrowe okolice. Przybysze, zgodnie z oczekiwaniami, czynić poczynają szybkie postępy. Tymczasem Krishnaji trzyma się cały czas na uboczu i odmawia udziału w obrzędach Liberalnego Kościoła Katolickiego.

ŚMIERĆ NITYANANDY

Gdy Nitya poczuł się lepiej bracia odpływają do Ameryki. Podczas rejsu Nitya bliski był śmierci, dotarli jednak w lipcu do Ojai. Krishnaji odwołał swój udział w drugim Obozie Gwiazdy w Ommen. Tymczasem w Europie wybucha rebelia.

Parę kilometrów od Ommen znajduje się miejscowość Huizen, gdzie mieściło się kierowane przez J. Wedgwooda europejskie centrum Liberalnego Kościoła Katolickiego. Przybył tam właśnie, ze swą młodą żoną Rukmini, George Arundale i wkrótce zaczął przekazywać posłania od Mistrzów. Szybko zostaje księdzem, a w sierpniu biskupem. W tym czasie do Huizen przybywają Annie Besant, Rajagopal - który po ukończeniu studiów poświęcił się pracy na rzecz nadchodzą ego Nauczyciela Świata - Emily Lutyens i inni. W ciągu paru dni Arundale i Wedgwood przechodzą - co przekazuje sam Arundale - trzecie i czwarte Wtajemniczenie i osiągając stopień Arhata zrównują się z Besant i Leadbeaterem. Rukmini trzy pierwsze Wtajemniczenia zyskuje w ciągu trzech kolejnych dni. Również astralne ciało Krishnaji przybywa (bez wiedzy zainteresowanego) z Ojai do Huizen po czwarte Wtajemniczenie (podczas ceremonii, jak zaświadczał Arundale, prosił o zdrowie dla Nityi). W Heraldzie Arundale ogłasza artykuł, w którym stwierdza, że choć Krishnaji na Obóz do Ommen przyjechać nie może, to należy się spodziewać dużej liczby uczestników, skoro on i Besant będą obecni. Mało tego. Podczas swej ostatniej na Ziemi bytności (pod postacią Jezusa) Maitreja miał dwunastu apostołów - a więc i tym razem tylu mieć będzie. 10 sierpnia Arundale przekazuje nazwiska dziesięciu z nich: Besant, Leadbeater, Jinarajadasa, Arundale z żoną Rukmini, Wedgwood, Nitya, Lutyens, Rajagopal i Oscar Kölleström. Obóz rozpoczął się 11 sierpnia - i wtedy Besant nazwiska te ogłosiła publicznie. Trzy dni później, w dniu zamknięcia Obozu, piąte i ostatnie Wtajemniczenie, przekazane przez Arundale’a, otrzymali Besant, Leadbeater, Krishnamurti, Jinarajadasa, Wedgwood, Kölleström i Arundale. Oznaczało to osiągnięcie przez nich boskości. (Leadbeater spodziewał się, że on i Besant stopień taki osiągnąć będą mogli dopiero w następnym życiu, co do Krishnamurtiego sądził, że będzie tylko narzędziem, którym posłuży się Bóg.)

Cała ta histeria poprzedzała Jubileuszowy Zjazd Towarzystwa Teozoficznego, jaki odbyć się miał w Adyarze w 50 rocznicę założenia ruchu. Na Zjazd przyjeżdża też Krishnaji zapewniony, że Mistrzowie nie pozwolą Nityi umrzeć. Ale proszony o potwierdzenie autentyczności najnowszych przekazów milczy. W pierwszych dniach października dochodzi do spotkania Besant i Krishnaji z przyodzianymi w biskupie szaty Arundalem i Wedgwoodem. Sam Mahachohan, przez usta George’a, sforuje Krishnaji za jego sceptycyzm ostrzegając, że może w ten sposób zmarnować swoje szanse. Mało tego, uznanie najnowszych Wtajemniczeń i Apostołów jest warunkiem zachowania życia Nityi!

Wszyscy 8 listopada odpływają z Neapolu do Indii. Tego dnia Krishnamurti otrzymał telegraficzną wiadomość, że Nitya jest chory na grypę. 13-go w Port Said czekał nań telegram "Grypa jeszcze gorsza. Módl się za mnie". Nadal jednak wyraża silne przekonanie, że gdyby brat miał umrzeć, Mistrzowie nie pozwoliliby mu wyjechać z Ojai. 14 listopada Annie Besant osobiście przekazuje mu wiadomość, że Nitya poprzedniego dnia zmarł.

Szok był straszliwy. Jak zapisał mieszkający z Krishnaji w jednej kajucie Shiva Rao, wiadomość o śmierci brata

(...) załamała go zupełnie; dokonała więcej - cała jego filozofia życia - jego ślepa wiara w przyszłość nakreśloną przez Besant i Leadbeatera, w żywotną w tym rolę Nityi, wszystko to w tym momencie runęło. W nocy szlochał, jęczał i przywoływał Nityę, czasem w swym rodzinnym Tulungu, którym nie umiał mówić w stanie przytomności. Dzień po dniu czuwaliśmy nad nim, załamanym i pozbawionym złudzeń. Dzień po dniu wydawał się zmieniać, zbierać w garść w wysiłku, by stanąć twarzą w twarz z życiem - ale bez Nityi. Przechodził wewnętrzną rewolucję, znajdował nową moc.

Co się w ciągu tych dni w duszy Krishnamurtiego działo? Możemy się tego tylko domyślać, prawdopodobnie jednak brzmi wyjaśnienie podane przez Pupul Jayakar: Od trzech lat przechodził tajemniczy proces, w trakcie którego przeżycia mistyczne mieszały się z fizycznym bólem. Poddając się opiniom teozoficznego otoczenia przeżycia te interpretował jako spotkania, na płaszczyźnie astralnej, z Mistrzami, ból zaś jako skutek zabiegów przygotowawczych, jakim Mistrzowie poddawali jego ciało. Mało tego, zarówno podczas bólów, jak i podczas ekstazy Mistrzów faktycznie widywał. Ale pamiętajmy, że jako małe dziecko widywał, zasugerowany przez matkę, zmarłą siostrę, widywał też Sri Krisznę - takiego, jak na wiszących w domu świętych obrazach. W ogóle nie bardzo odróżniał w tamtych czasach jawę od snu. Gdy zaś zaadoptowała go Annie Besant zaczął widywać Mistrzów - takich, jacy namalowani byli na wiszących w Adyarze malowidłach. Buntował się wprawdzie przeciw temu, co w działalności teozofów uważał za profanację świętości, powątpiewał w autentyczność niektórych przekazów, ale, o ile możemy sądzić, do listopada 1925 nie wątpił w istnienie Mistrzów. Oni zaś obiecali mu, że Nitya nie umrze. Teraz, w obliczu śmierci, płaszczyzna fizyczna wzięła górę nad astralną, czy - jeśli kto woli - wydarzenia na jawie dowiodły fałszywości halucynacji. Tak czy inaczej nigdy już Mistrzów w mowach swoich nie wspomniał. Chyba właśnie podczas dziesięciodniowej żeglugi z Port Saidu do Indii ukształtował się fundament nauczania Krishnamurtiego: z duchowego punktu widzenia wszelkie wyobrażenia są bez wartości, przeciwnie, wikłają nas one w labirynt ułudy; wyzwolenie osiągamy przez zobaczenie tego, co jest.

Tak czy inaczej gdy 25 listopada wszyscy przybyli do Adyaru, Krishnaji był już kimś zupełnie innym. Twarz jego promieniała, nie było na niej ani śladu przejść sprzed paru dni. Wkrótce ogłasza na łamach Heralda tekst zawierający znamienne oświadczenie:

Na płaszczyźnie fizycznej mogliśmy zostać rozdzieleni, a teraz jesteśmy nierozdzielni (...) Bowiem mój brat i ja jesteśmy jednym. Jako Krishnamurti mam teraz większy zapał, większą wiarę, większe współczucie i większą miłość, bo teraz jest we mnie również ciało, Istota Nityanandy (...) Wiem, jak płakać w milczeniu, ale to rzecz ludzka. Wiem teraz z większą niż kiedykolwiek pewnością, że istnieje w życiu prawdziwe piękno, prawdziwe szczęście, którego nie może zniweczyć żadne zdarzenie fizyczne; wielka siła, której nie mogą osłabić przemijające fakty i wielka miłość, która jest trwała, nieprzemijająca i niezwyciężona.

W kilka dni później przybył Leadbeater, który powitał Krishnaji słowami: "Cóż, przynajmniej ty jesteś Arhatem"; autentyczności Wtajemniczeń przekazanych przez Arundale’a jednak nie potwierdził. Besant podejmuje rozpaczliwe próby pogodzenia zwaśnionych stron. Prowadzi Krishnaji któregoś dnia do pokoju, w którym siedzą Leadbeater, Jinarajadasa, Arundale i Wedgwood i pyta, czy uznaje ich za swoich uczniów, na co ten wprost oświadcza, że nie, z wyjątkiem może jej jednej. Godzi się jedynie na udział w kilku ceremoniach, wygłaszając przy okazji cykl mów opublikowanych wkrótce pt. Temple Talks.

ciąg dalszy