Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie

nauczanie | życie | bibliografia | różności | linki

O KRISHNAMURTIM

MYŚLI, CYTATY, STRESZCZENIA

W opracowaniu E[weliny] K[araś]

w: Różne głosy o nowej nauce, Wanda Dynowska (wyd.), Madras: Biblioteka Polsko-Indyjska 1957, s. 8-30.

WSTĘP

Z filozofią Krishnamurtiego spotkałam się u samego zarania moich świadomych dziejów, prawie jednocześnie z zetknięciem się z prastarą filozofią Wschodu.

Czytałam pojawiające się ówcześnie pisma, byłam uczestnikiem studiów w takich czy innych grupach, słuchałam opowiadań o dzieciństwie Krishnamurtiego i jego brata w Indiach; o ich wychowaniu w Paryżu i w Anglii. Dzięki tym opowiadaniom uczestniczyłam też niejako w pracach pamiętnego kongresu w Adyarze w r. 1925, na którym Krishnamurti po raz pierwszy przemawiał publicznie; a potem w kongresie w Ommen w Holandii, w następnym i 1927 roku.

I we mnie uderzyła burza, która szła od druzgocącej wszelkie autorytety i oparcia duchowe nauki Krishnamurtiego; burza która wstrząsała, zdawało się, samymi posadami naszych ówczesnych prac, która powodowała wewnętrzne zmagania, a nawet spory o to kto ma racje; paru moich bliskich przyjaciół wystąpiło ze wszystkich stowarzyszeń i ugrupowań. Co do mnie nie byłam tak skrajna, nie uważałam za słuszne rzucać wszystko co gorąco kochałam, ale też nigdy nie stał mi się Krishnamurti czymś mniejszym od tego, czym był, należałam do tych, którzy go kochali, pilnie czytali, szczerze usiłując zrozumieć. A jednak jakiś wewnętrzny konflikt istniał i we mnie, i pozostawał nierozwiązany, toteż w imię samej prawdy mojego świadomego istnienia musiałam w pewnym okresie poświecić mu niepodzielna uwagę. Porzuciłam wszelką pracę, zerwałam kontakty ze wszystkimi bliskimi i ludźmi, i wyjechałam w rodzinne strony. Błąkałam się jednokrotnie długo nad brzegiem morza, piłam piękno nadmorskich diun, powietrza i wody, i w chwili gdy to piękno przeniknęło mnie do głębi i zharmonizowało dusze, gdy osiągnęłam chyba szczytowy punkt harmonii mojego życia, gdy raz szłam przez las nad morzem, - a spotykały mnie zwierzęta leśne, a fale przynosiły do mych stóp śliczne stworzonka morskie... gdy tak szłam otwarta na wszystko, bez jednej myśli o nurtującym mnie problemie, zrozumiałam nagle, tą pełnią rozumienia której nic nie może zaprzeczyć, że zarówno owa prastara filozofia Wschodu jak i "nowa", rewolucyjna nauka Krishnamurtiego są dla mnie równie bliskie, drogie i prawdziwe.

Miałam wówczas w ręku zeszyty jego przemówień z roku o ile pamiętam - 1932 i 1933, najpiękniejsze dla mnie ze wszystkich znanych mi jego pism, najbardziej pełne poezji. Były tam słowa: "Jestem jak biały żagiel na bezbrzeżnymi morzu, a samotny wydaje się mieszkańcom ciasnych, wybrzeży"; albo: "Bądźcie jak instrumenty muzyczne, z których przelatujące wichry wydobywają dźwięki nieskończonej muzyki". Każde takie zdanie było dla mnie pieśnią.

W ciągu lat poprzedzających przeżycie, o którym przed chwilą wspomniałam, jak i jeszcze dawniej, - w okresie mego osamotnienia - zawsze ilekroć wyjeżdżałam na wieś, w przyrodę, brałam ze sobą zeszyty Krishnamurtiego Czytywałam je na polu, w rybackiej łódce, nad brzegiem jezior i rzek. Otwierałam książkę, czytałam jedno lub dwa zdania i zaraz ją zamykałam; piękno zawarte w tych słowach było zbyt wielkie, musiałam wczuwać się w nie i z nim obcować; nieraz uczyłam się zdań na pamięć, a czasem mi się zdawało że muszę choć w pewnej mierze urzeczywistnić we własnym życiu ich treść, zanim "wolno" mi będzie zagłębiać się w następne. Tak mógł minąć cały rok, aż znów otwierałam książkę w tym samym miejscu, by ją znów zamknąć po chwili.

Było tam, pamiętam u góry strony, takie zdanie: "Prawdziwy czyn rodzi się z czystej myśli i z najgłębszej prostoty bezosobistego uczucia", zamykałam książkę i długo wczuwałam się w to zdanie, wnikając w jego istotną treść.

Gdy dziś patrzę na te odległe czasy, wydaje mi się iż błąkałam się latami wokół olbrzymiego świata myśli Krishnamurtiego, nie mając odwagi doń wejść, urzeczona jego pięknem, czystością linii, niewypowiedzianą harmonią, niemal oszołomiona jego ogromem. A jednak wiem że nawet wówczas największą pomoc w pracy nad sobą czerpałam właśnie ze słów Krishnamurtiego, Podnietą była mi np. wiedza o "reakcjach", jak również pierwsze przebłyski głębokiego zainteresowania czym jest samopoznanie.

Do kryształowo przejrzystego świata myśli Krishnamurtiego wprowadziła mnie mała karteczka z jednym krótkim zdaniem - był to wyjątek z któregoś z jego przemówień w polskim tłumaczeniu - przepisanym ręką mego przyjaciela, i za podszeptem dziwnej intuicji, położona, podczas mojej nieobecności, na moim biurku. Mała karteczka, którą odtąd zawsze miałam przy sobie, i nawet wyniosłam z Warszawy z Powstania. Oto owo zdanie które tak zasadniczą rolę odegrało w mym życiu:

"Jedną z najtrudniejszych rzeczy jest cisza umysłu, która nie jest     pustką, biernością ani półsnem; gdy umysł jest cichy odbija wszystko. Jest tak spokojny że zbędnym się staje wysiłek myślenia. Lecz aby osiągnąć ten stan niczym nie zmąconej myśli, cały dzień musi nam upływać w najwyższym skupieniu i napięciu. Badać i rozważać należy każdą myśl która się w ciągu dnia pojawia, a wówczas, gdy wieczór nastanie możemy poznać tę wielką ciszę."

Badałam myśli, a raczej usiłowałam to czynić. Chodząc ulicami Warszawy w owe pamiętne, pełne intensywnego życia dni okupacji, obserwowałam swe myśli. Aby zatrzymać ich potok i znaleźć choćby jakiś pierwszy punkt wyjścia, starałam się sprowadzać uwagę do wrażeń jedynie, do spostrzeżeń. Idzie Niemiec; szczeka pies; dudni tramwaj; ta dziewczynka ma czerwoną sukienkę. I zanim zdążyłam spostrzec myśl już rozwijała się dalej i biegła drogą skojarzeń: "czerwona sukienka, - miałam taką gdy byłam, ongiś, jako mała dziewczynka, nad morzem, raz odbiegłam daleko, babunia wołała..." Albo: "pies szczeka - szczekały psy, gdy szłam nocą mimo uśpionych chat, błąkając się i nie znając drogi..." Rzadko mi się udawało złapać myśl w chwili gdy pojawiała się w umyśle, najczęściej chwytałam ja niemal w jej końcowym etapie, jakby "za ogonek" i cofając się wzdłuż jej biegu wracałam do spostrzeżenia, które ją wywołało.

W ów pamiętny dzień gdy wieczorem doznałam po raz pierwszy, zapowiedzianej w tamtym urywku, wielkiej ciszy, szłam długo ulicami a przeprowadzone ćwiczenie uspokoiło myśli. Pamiętam że obmyślałam wówczas szczegółowo program prac i organizację Instytutu badań nad Religiami, o którego założeniu marzyłam w 1942 r.; zauważyłam że myśl już nie skacze i nie rwie się co chwila; a gdy wieczorem wracałem z Żoliborza, po całym dniu pracy nad jakimś tłumaczeniem, zaznałam nagle wielkiej ciszy. Nie była to cisza-nastrój, ani odbicie czyjegoś nastroju, nie była to cisza zwykła, którą znałam. Ta była zgoła inna. Była do dna cicha. Czułam że krok mój staje się rytmiczny, a ruchy harmonijne i spokojne; wzruszenia znikły, myśl zacichła tak iż: "Zbędnym się stał wysiłek myślenia", i była jakaś przedziwna pełnia. Takiej ciszy zaznałam po raz pierwszy w życiu.

I to było moim wejściem w świat Krishnamurtiego. Odtąd doświadczenie to powtarzało się często. Nawet jeśli uprzednio przeprowadzone ćwiczenie nie udawało mi się w całej pełni, doprowadzało mnie jednak do stanu o którym wspominał wielki myśliciel, mówiąc iż weń sięgniemy ''jeśli będziemy badać i obserwować każdą myśl i każde uczucie, które się w ciągu dnia pojawi".

Odtąd zrozumiałam istotne znaczenie tego, czego nas uczy. Świat jego otworzył się przede mną i już mogłam weń wejść.

*      *      *

W ubiegłym roku, gdy dotarły do mnie, po długiej przerwie, zeszyty jego przemówień z 1940 i 1944 r. studiowałam je w głębokim skupieniu. Przedstawię tu kwintesencję tego, co w nich najbardziej mnie uderzyło, oraz parę myśli z przemówień w r. 1945-46.

Pierwszym twierdzeniem Krishnamurtiego jest że świat jest taki, jakim jest człowiek, że świat jest jakby przedłużeniem czy rzutem jednostki; "jakimi będziecie wy, takim będzie świat"; "zagadniecie świata jest zagadnieniem jednostki", "świat - to wy". "Albowiem czym jest jednostka, tym jest świat, a ustrój społeczny - to wyraz stosunku człowieka do człowieka". "Nie możemy stworzyć społeczeństwa rozumnego, nie możemy zaprowadzić pokoju na świecie, dopóki człowiek jest niewyrozumiały, brutalny, współzawodniczący". "Gdy jednostce brak miłości, dobroci, rozwagi, jej stosunek do innych nieuniknienie wytwarza konflikty, antagonizmy i tarcia". "Społeczeństwo jest rzutem jednostki, projekcją nas samych."

Tezą następną jest: aby sprowadzić na Ziemię trwały pokój i radykalnie przemienić świat, człowiek musi przede wszystkim dogłębnie przetworzyć siebie. "Jak możemy mieć pokój i braterstwo na świecie jeśli jesteśmy sami nietolerancyjni, chciwi i pełni nienawiści"? "Jeśli w każdym z na bodźcem do działania jest paląca ambicja, żądza powodzenia i posiadania, jeśli szukamy zadowolenia we własności, społeczeństwo jakie stworzymy będzie chaotyczne, okrutne, niszczycielskie." "Dopóki nie zdamy sobie sprawy że tak jest, dopóki nie zrozumiemy i nie przetworzymy siebie, same zewnętrzne reformy nie sprowadzą pokoju, nie wytworzą w świecie harmonii i równowagi, bez której nie może być szczęśliwego współżycia ludzi." "Dopóki nie zgodzimy się że tak jest, a będziemy wciąż szukać rozwiązań poza sobą, na zewnątrz, ta zewnętrzność będzie miała na nas nazbyt duży wpływ, będzie przybierać nadmierne znaczenie, jakiego w istocie sama w sobie nie posiada, bo to my nadajemy jej tą przesadnie dużą wartość." "Z myśli i uczuć jednostek tworzy się świat." "By stworzyć pokój i ład na świecie trzeba zacząć od siebie, a nie od społeczności. Przekonanie iż trzeba zrozumieć i przetworzyć siebie, aby pomóc światu nie jest bynajmniej egoizmem czy egocentryzmem, choć może się tak pozornie wydawać gdy się sądzi powierzchownie, ale wnikając głębiej przekonujemy się że chcąc wprowadzić gruntowne zmiany w świecie, jednostka musi przede wszystkim radykalnie przetworzyć siebie." "Ustawodawstwa i reformy społeczne mogą wprowadzić czasowe ulepszenia, ale bez przemiany człowieka nie będzie na świecie ładu, harmonii ani pokoju."

"A chcąc siebie przetworzyć człowiek musi przede wszystkim siebie poznać”

Jest to następne zasadnicze twierdzenie Krishnamurtiego, na którym cała jego nauka się wspiera. "Czyż nie jest rzeczą najważniejszą, aby człowiek zrozumiał siebie?" "O ile nie rozumiemy siebie nie możemy też zrozumieć nic poza sobą, bowiem źródło rozumienia jest w nas. Gdy zrozumiemy siebie bodziemy rozumieli innych ludzi i cały świat" W miarę jak człowiek poczyna poznawać siebie i widzieć jasno - jakby poprzez przejrzystą zasłonę - swe myśli, uczucia, pobudki, obawy, pożądania i pragnienia, - zaczyna rozumieć i innych; jakby zależnie od rozumienia siebie wzrastało rozumienie innych; widzi ich równie jasno jak siebie, jednak nie budzi się w nim krytyka, ani brutalne poczucie wyższości, a raczej czujące rozumienie. Aby siebie poznać i siebie zrozumieć człowiek musi wciąż siebie odkrywać, odrzucając wszystkie dotychczasowe teoretyczne o sobie zdania i pojęcia; musi puścić się w podróż odkrywczą w nieznane (bo cały nasz olbrzymi psychiczny świat jest nam istotnie nieznany). Ale wpierw musi tego gorąco zapragnąć i poważnie do tego się zatrać; przy tym musi być żywy i czujny, w obserwowaniu siebie rzetelny i nie zalękniony. Bowiem poznanie siebie jest rzeczą niesłychanie trudną; nie da się ono osiągnąć ani drogą rozmyślań nad sobą, ani samo-analizy, tej drobiazgowej, przygnębiającej, beztwórczej samo-analizy, która prowadzi "do nikąd".

Chcąc poznać siebie trzeba być siebie świadomym, trzeba zdobywać samo-wiedzę i począć wciąż zdawać ze siebie sprawę, nie tylko w pewnych wyjątkowych momentach, w chwilach skupienia i medytacji, ciągle, w przeciągu całego dnia zwykłych zajęć i stosunków z ludźmi. Oto główne twierdzenie Krishnamurtiego. Od tego jak je zrozumiemy, zależy możliwość dalszego wniknięcia jak i stosowania jego nauki. Ten wyraz - samo-świadomość - po angielsku "awarennnes" - powtarza się we wszystkich jego odczytach i odpowiedziach na pytania; o cokolwiek ludzie pytają, choćby o rzecz najbardziej konkretną czy aktualną, odpowiada zawsze jedno, - a przynajmniej przez długie lata odpowiadał to jedno "Dopóki nie zrozumiecie siebie, dopóki nie będziecie jasno zdawać sobie sprawy ze swoich myśli, uczuć, czynów, postępowania, nie zdołacie uchwycić sedna żadnego problemu, ani go rozwiązać."

"Awareness". Jakże oddać w słowach, w polskim języku, to pojęcie tak nowe, że zdaje się nie ma w żadnym ścisłego odpowiednika; bo i angielskie słowa, których autor używa, musza być również odnowione, oczyszczone z dawnych znaczeń i skojarzeń, aby budziły w słuchaczu lub czytelniku właściwy oddźwięk, bo nie ma, i o ile mi się zdaje - nie było przed Krishnamurtim, w naszym świecie myśli i doznań odpowiednika pojęciowego, wyrażającego ten przedziwny stan, bowiem zdaje się to być nową postacią świadomości.

Droga do niej nie jest łatwa. Musi w nas zaistnieć przede wszystkim ów stan wielkiej ciszy, o której mówiłam jako o moim własnym doświadczeniu. Mnie doprowadziło do niej sumienne badanie myśli, odnajdując ich źródła, cofając się do pobudek, obserwując ich skojarzenia i bieg, zgodnie z radą Krishnamurtiego. Czy ta metoda byłaby dla każdego równie skuteczna jak była dla mnie - nie wiem, nie śmiem twierdzić, może są inne których nie znam; ta była najlepsza dla mnie bo dała mi poznać Ciszę której się nie zapomina. Tak, kto raz jej dotknie nie może jej nie rozpoznać, jako stanu odmiennego od wszystkich jakich kiedykolwiek doznał.

Sam fakt że jedno, stosunkowo małe, doświadczenie - oczywiście przy koniecznej rzetelności wobec siebie - jest w stanie nam pokazać czym jest owa jasna świadomość, (Awareness) jest znamienny. Odtąd człowiek który dotknął zaledwie jej przebłysku, nie może się łudzić że siebie zna, że pełną świadomość posiada, ale też nie może niczym mniejszym się zadowolić.

Cisza ta jest przebłyskiem nowej świadomości, jest jej lekkim tchnieniem. A jeśli nie przerwiemy tego beznamiętnego obserwowania naszych myśli, wnikania w ich pobudki i źródła, powoli - niezupełnie wiem jakimi drogami - budzi się w nas zdolność widzenia i natychmiastowego uświadamiania sobie nawet przelotnych uczuć i myśli. Może na początku najłatwiej odczuć niemiłych, stanów negatywnych, ujemnych; np. uczucia jakiejś wewnętrznej niewygody, (jakże trudno nieraz dojść do jej źródła) lub smutku, lęku czy mrocznej, wzdymającej się fali przygnębienia; odruchów zazdrości, żalu, chęci posiadania itp. Krishnamurti radzi abyśmy na wszystko co w sobie dostrzegamy patrzyli spokojnie, beznamiętnie, bez wartościowania tj. samozadowolenia, lub też natychmiastowego stawania jakby na przeciwległym biegunie samego siebie, przeciwstawiając się temu co się nam nie podoba; bez potępiania ani usprawiedliwiania, bez odrzucania ani utożsamiania się, bez żadnych porównań i ocen. Wszystkie te wyrażenia to skróty słowne, brzemienne myślą, które człowiek musi sam, powoli, przez obserwację i coraz głębsze wnikanie, zrozumieć i rozwiązać, niby algebraiczne równania. W każdym z tych, wyrażeń "without comparison, without condemnation, identification or justification" - ukrywa się głęboka, brzemienna w skutki treść. Zrazu niezrozumiała i nieuchwytna, odsłania się nam powoli w miarę coraz głębszego badania.

Nie należy jednak patrzyć w siebie z pragnieniem stania się od razu innym, z chęcią odrzucenia w sobie jednego, a przyjęcia, aprobowania czy utwierdzenia drugiego, gdyż samo to pragnienie, jako zabarwione pewna emocjonalnością, niweczy pracę samo-poznania; ta dokonywać się może tylko w bez-osobistym, spontanicznym skupieniu. Musi to być naprawdę podróż odkrywcza, głęboko ciekawa, jak wszelkie odkrywanie, zestrzelająca cała naszą uwagę. Trzeba być podobnym do artysty malarza, który - gdziekolwiek się znajdzie i cokolwiek robi - wciąż widzi, bo nie może nie widzieć; każde niepowszednie załamanie światła na murze, każdy dziwny odblask słońca, czy księżyca zza chmur, każde harmonijne czy niezwykłe zestawienie barw, lub zagięcie linii, musi zauważyć, bo... nie może być na nie ślepy. Gdy pragnienie widzenia, a więc poznania siebie, jest równie bezpośrednie i żywe poczynamy być "mimo woli" i bez wysiłku czujni, uważni i skupieni.

Ale trzeba mieć nieskończona cierpliwość w takim obserwowaniu siebie; nigdy się nim nie znużyć, nie "usnąć" i nie zatrzymać, a patrzeć wciąż bystro i przenikliwie; trzeba być aktywnym i pasywnym jednocześnie, pozwalać każdej myśli płynąć swobodnie, rozwijać swój wątek jak z niewidzialnego kłębka, bez hamowania jej przyjętą z góry oceną i wartościowaniem, [o... dobra, nie, zła, paskudna... itp.] nie utożsamiając się też z nią, ani od razu odpychając, nie "zatrzymując się" w oburzeniu, jak i w aprobacie, [zazwyczaj z odcieniem pychy samochwalstwa]. I myśli i uczucia muszą płynąć swobodnie, pełnym, żywym nurtem, bez zatorów. Gdy zdołamy czujnie obserwować ich swobodny bieg, odkryjemy niebawem ich przyczyny, dojdziemy do źródła gdzie myśl czy uczucie powstało, a o to właśnie chodzi, bowiem z własnych pobudek rzadko zdajemy sobie sprawę; niejednokrotnie podświadomie są one zatajane przed sobą, lub chytrze i przebiegle kryjące się poza inne, lepsze, chwalebniejsze, naszej dumie bardziej odpowiadające motywy.

Krishnamurti mówi iż badając w ten sposób dojdziemy bez wątpienia do odkrycia jednej głównej przyczyny myśli i jednej - uczuć. A gdy prawdziwe ich źródło zostanie dostrzeżone, samo zobaczenie go i zrozumienie uwalnia nas od zależności od danych myśli, skojarzeń, pożądań, czy pragnień. Twierdzi iż jeśli tak badana myśl, jeśli uczucie tak ponownie przeżyte, jakby "doczute" do dna, wraca, powtarza się i narzuca się nam znów, oznacza to żeśmy go w istocie nie "doczuli" do dna, nie umieli sięgnąć do samych źródeł myśli i je zrozumieć, że coś ukryło się przed naszym wzrokiem, więc badać należy dalej, jeszcze czujniej i przenikliwiej.

Drogę którą nam wskazuje Krishnamurti każdy sam musi przejść i sam ja własnym doświadczeniem wypróbować; ale już pierwsze początkowe próby wykazują że możemy zdobyć czujność i umiejętność owego widzenia siebie bez osłonek - każdej myśli, każdego impulsu, każdego odczucia - gdyż uczymy się wkrótce żyć jakby na dwóch płaszczyznach, t.j. myśleć i czuc, a zarazem widzieć jakby ze strony własne czucia i myśli. Jakże często uderza nas małoważność, pospolitość, a nieraz przebiegłość naszych myśli, płytkość i przeciętność uczuć, egoizm pożądań i pragnień. Stajemy, zdumieni i bezradni. I potrzeba dużej równowagi, spokoju i siły aby wytrwać w dalszym badaniu, a nie "zasłonić twarzy" i nie uciec od nieoczekiwanego widoku. Znacznej dozy beznamiętności by właśnie wtedy nie zapragnąć żywiołowo zmiany, stania się innym, "lepszym", ciekawszym itp. Ale jeśli zrozumieliśmy twierdzenie Krishnamurtiego że tylko bezstronne i jakby zupełnie bez-interesowne widzenie siebie, tego co jest (prawdy danej chwili) bez żadnych osobistych "chceń", jest ważne, te zrywy staja się coraz rzadsze, i o dziwo, samo coraz jaśniejsze widzenie czyni nas mniej ograniczonymi. Doświadczenie to - "eksperyment" jak Krishnamurti często nazywa bezstronną obserwację siebie – choćby nawet nie do końca udane, nie w pełni przeprowadzone, wywołuje dziwny, nowy stan, bo nawet nie do głębi , odczucie, i nie do dna zrozumiane pragnienie, rozprasza się w pewnej mierze pod czarodziejskim dotknięciem tej budzącej się w nas, dotąd nieznanej władzy, i pozostawia nas odrobinę wolniejszymi, co staje się przedsmakiem zupełnego uniezależnienia się, prawdziwej wolności, a więc i szczęścia.

Świadomość siebie, owo czujne widzenie wszystkiego co się w nas dzieje (Awareness) nie jest celem sama w sobie. Celem, a przynajmniej stanem który w nas powstaje jako jej wynik, jest rozumienie - (understanding). Oto drugie słowo w nauce Krishnamurtiego najważniejsze, słowo w które podobnie jak i w inne, przeważnie zupełnie "po nowemu" używane, musimy wniknąć i pojąć sami. Rozumienie w nauce Krishnamurtiego zddaje się być syntezą głębokiej myśli i żywego uczucia. Nie jest ono nagrodą za trud badania i poznawania siebie, a pojawia się jakby nieuniknienie, w chwili pełnego zdania sobie sprawy ze siebie, z prawdy tego co w danej chwili w nas jest. A wraz z jego zaistnieniem zachodzi w nas dogłębne zasadnicze przeistoczenie; przekraczamy zarówno intelekt, jak wzruszenia; i dopiero wówczas stajemy się zdolni do odkrywania tego co jest Rzeczywiste (Reality), do przyjęcia Prawdy.

Rozumienie (understanding) zdaje się być podług Krishnamurtiego kluczem do wszystkich zagadek, problemów i zawiłości życia; nieraz na konkretne pytanie, np. jak się pozbyć jakiegoś nałogu, czy też o ile słuszne jest podejmowanie nowych obowiązków, gdy nie możemy podołać uprzednim, Krishnamurti nie odpowiada wprost, a mówi: "sam to poznasz i rozwiążesz gdy posiądziesz rozumienie". Zdaje się to być jakaś nowa, niemal boska władza; może z biegiem czasu ogarniemy pełniej całe jej znaczenie.

*      *      *

Jeden zeszyt wykładów i dyskusji Krisbnatnurtiego jest poświęcony zagadnieniu naszego stosunku do przedmiotów - czyli sprawy posiadania i własności - do ludzi i do idei. Co do pierwszego - stosunku do przedmiotów, wytworów ludzkiej myśli i rąk - stawia pytanie: dlaczego nabrały one tak wielkiego dla nas znaczenia? Wszyscy potrzebujemy pożywienia, odzieży i dachu nad głową, jest to naturalne i bezsporne. Ale to, co jest konieczną potrzebą (need) zmieniło się w chciwość (greed), w zaborczą żądzę, stad przedmioty  które tę żądze zaspakajają nabrały tak dużego znaczenia. Nadajemy największą, wagę wartościom materialnym i zmysłowym i uzależniamy się od nich; potrzebujemy ich nie tylko faktycznie, w życiu fizycznym, ale i nasze życie psychiczne, samopoczucie i zadowolenie przeważnie od nich zależą. Żywią naszą pychę, poczucie własnej ważności, dają stanowisko w społeczeństwie, miejsce wśród ludzi, wpływy, władzę i znaczenie. Uzależniamy więc nasze stany psychiczne, nieraz całe "wewnętrzne" życie, od posiadania, tj. od przedmiotów, dając im tym samym pełną nad sobą władzę i nadmierne znaczenie; a to z kolei rodzi zawiść, współzawodnictwo i nieubłaganą walką; wynajdujemy coraz to nowe sposoby zdobywania i środki dla utrzymania własności i swego stanu posiadania we wszystkich dziedzinach.

Wielu ludzi sądzi że ta walka ustanie gdy świat będzie dobrze zorganizowany, gdy każdy będzie miał to, czego mu potrzeba. Nie, nie ustanie bynajmniej, bo przyczyny jej leżą nie tyle w materialnym świecie, ile w samej psychice człowieka i jego stosunku do życia. Wszyscy uzależniamy się od własności i od przedmiotów, gdyż jesteśmy wewnętrznie ubodzy, tj. nędzę naszego istnienia usiłujemy pokryć lub skompensować posiadaniem; używamy przedmiotów by uciec od swych konfliktów, rozterek, udręczeń, a pożądanie ich wzrasta tak silnie że jesteśmy gotowi kłamać, oszukiwać, krzywdzić, walczyć i zabijać się wzajem, w niepowstrzymanej za nimi pogoni. Bez zrozumienia tej wewnętrznej nędzy naszego istnienia, żadna reforma społeczna - sprawiedliwszego podziału dóbr, równiejszego rozłożenia własności - jakkolwiek jest bezsprzecznie potrzebna, nie rozwiąże sprawy panującego dziś ogólnie chaosu, zamętu i cierpienia, bo znajdą się zawsze drogi do wywyższania siebie i zdobywania bogactwa i władzy kosztem innych.

Większość ludzi jest niewolnikami rzeczy posiadanych. Zrozumienie tej zależności wymaga dużej dozy inteligencji, a jeszcze większej rzetelności wobec siebie. A nie chodzi w tym wypadku ani o ascetyzm, ani jego odwrotność - zachłanne gromadzenie dóbr; nie pomoże, nam ani wyrzeczenie, ani zaspakajanie wciąż rosnących pożądań i pragnień. Trzeba postawić sobie pytanie czy istotnie nasze samopoczucie, zadowolenie, radość życia, zależą od posiadanych przedmiotów; (i ludzi, - o tym za chwilę) gdy spojrzymy w siebie, bezstronnie, przenikliwie, spokojnie, metodą wyżej omówioną, odkryjemy na pewno dość złożony proces myśli i uczuć, a wkrótce zaczniemy rozumieć ukryte jego sprężyny; może zdziwi nas i zaskoczy ilość i rodzaj naszych pożądań.

Niebawem nauczymy się odróżniać co jest istotną potrzebą, a gdzie się zaczyna chęć posiadania rzeczy bynajmniej nie koniecznych, czyli - chciwość. Znając swe potrzeby potrafimy je rozumnie ograniczać, co oczyści naszą naturę i dopomoże do stworzenia podstawy dla rzetelnej myśli, oraz uwolni nas od bólu tak wyrzekania się, jak i pożądania, i od wpływu tej straszliwej żądzy posiadania, która panuje dziś na świecie wszechwładnie. Wszak wojny wybuchają o posiadanie, nie o co innego, a znaczna większość wszystkich zbiorowych konfliktów ma w niej także swe źródło.

Całe nasze myślenie obraca się w kategoriach zysku i straty, ile jedno może nam dać - przyjemności, rozkoszy, dostatku, władzy, zabezpieczenia, a ile - przykrości, straty, niepewności - drugie. Wszystkie nasze wartościowania i stosunki z ludźmi opierają się dziś na wyrachowaniu; interesowność, w jej różnych, choćby najsubtelniejszych odmianach (np. nagrody za cnotę, dobry uczynek, czy nawet okazane komuś współczucie) kieruje dziś naszym życiem. Ale człowiek który chce znaleźć Prawdę, dotknąć Rzeczywistego, musi w sobie ujrzeć i zrozumieć tę interesowność, a co za tym idzie uwolnić się od niej. Bez tego nie można zbliżyć się do Prawdy. To, co jest nieśmiertelne i bezgraniczne nie może objawić się myśli ciasnej i pełnej pożądań, uczuciom interesownym i egocentrycznym. Tylko to, co w nas jest nieśmiertelne może Nieśmiertelnemu wyjść naprzeciw. Właśnie jasna świadomość, zdawanie sobie sprawy [awareness] z całej "zawartości" siebie, naszego małego "ja" - jego ambicji, żądz, zawiści, ukrytych pobudek itd. - oczyszcza naszą naturę. Tylko taka samo­świadomość, twierdzi Krishnamurti - może nas na stałe od wszelkich odmian chciwości uwolnić. Ale dopóki człowiek uzależnia swe życie psychiczne od posiadania przedmiotów, chciwość będzie trwać, tworząc indywidualne i społeczne tarcia, konflikty, walki, chaos i zamęt. Tylko rozumienie [understandingj może nas uwolnić od chciwości i żądzy które tak straszne skutki wywołują w świecie. [Jasno i treściwie przedstawiają to zagadnienie przemówienia Radiowe Krishnamurtiego wydane pod tytułem "Nowe podejście do Życia".]

A owo bezstronne, spokojne patrzenie w siebie, bez chęci opanowywania, tłumienia, czy "wykorzeniania" czegokolwiek bądź - nie jest wcale tak trudne; jest w nim ożywcza świeżość prawdziwego doświadczenia, odkrywania, eksperymentu. Możemy w nim znaleźć radość podobną tej, jakiej doznaje uczony gdy przekracza wszystkie dotąd znane teorie i przyjęte hipotezy i odkrywa nowy sposób doświadczalnego badania przyrody i zbliża się do jej rzeczywistości w sposób własny i oryginalny, a przez to samo wnosi w naukę nowy, odświeżający prąd.

*     *     *

W stosunku człowieka do człowieka, jako jedną z głównych przeszkód we współżyciu widzi Krishnamurti te same dwa czynniki - uzależnianie się i żądzę posiadania.

Zależność bywa ekonomiczna lub psychiczna. Pierwszą można usunąć przy pomocy odpowiedniego prawodawstwa, ale psychologiczna jest o wiele ważniejsza, a do stwierdzenia trudna; przeważnie nie zdajemy sobie sprawy jak we wszystkich bliższych stosunkach "zawisamy" niejako na człowieku kochanym; od postępowania, odnoszenia się do nas, od jego przywiązania i wzajemnego uczucia zależy nieraz całe nasze wewnętrzne życie. Najczęściej nie chcemy tego widzieć, umyślnie udajemy przed sobą żeśmy niezależni, a czasem znów rzucamy się gwałtownie ku zerwaniu widzialnej zależności, nie widząc że korzenie jej tkwią głęboko w nas samych.

Czujemy się zazwyczaj wzbogaceni, bardziej twórczy, aktywni i żywi gdy człowiek kochany zdaje się być naszą własnością. I chęć nie tylko przyciągnięcia, ale przywłaszczenia sobie drugiej istoty staje się nieustannym, jakże czysto palącym pragnieniem. Zdaje się nam że nasz malutki płomyczek zostanie zasilony przez wyłączne posiadanie drugiego człowieka - jego zaufania, miłości, przywiązania, - a obawiając się utracić owo źródło wzmożonego na pozór życia, zaczynamy oń walczyć, obawiać się utraty, podejrzewać, zazdrościć jego uwagi poświeconej innym, co przysparza nam cierpienia i niepokoju. A gdy zauważymy najdrobniejsze oziębienie uczuć; lub oddalanie się, choćby myślowe, przechodzimy katusze, gotowiśmy zrobić wszystko by utrzymać stan który nam jest drogi i do żadnej zmiany nie dopuścić.

W tym leży największy, zupełnie nie logiczny błąd; gdyż intelektualnie wiemy iż życie jest ruchem, przepływem, nieustanną przemianą, a emocjonalnie, całym naszym namiętnym uczuciem przeciwstawiamy się temu, chcemy schwytać i nie puścić, posiąść i zatrzymać i utrwalić na stałe to, co kochamy, czy lubimy, co nam daje rozkosz, lub przyjemność. Więc starcie pomiędzy nieodzowną zmianą, a żądzą zatrzymania staje się nieuniknione, i stwarza nieskończoną ilość cierpienia, i męki.

Czy można tego uniknąć? Całe zagadnienie bliskich stosunków pomiędzy ludźmi zdaje się sprowadzać do pytania: czy można kochać nie uzależniając się, kochać, a jednak nie chcieć zamknąć istoty kochanej, nie pragnąć jej posiadać - nie w znaczeniu zmysłowym, a psychicznym.

Krishnamurti twierdzi iż jest to nie tylko możliwe, ale wcale nie tak strasznie trudne, jakby się nam mogło wydawać. Trzeba przede wszystkim zobaczyć w sobie działanie tej zaborczej, zachłannej siły, która zabarwia nasze uczucia i paczy miłość. A gdy stajemy się jej głęboko świadomi, gdy ujrzymy jasno jak na dłoni całą brutalność owej żądzy posiadania i wyłączności, wraz z jej nieodzownymi satelitami - obawy, lęku, podejrzeń, zazdrości itp. - rodzi się w nas rozumienie wszystkich ukrytych pobudek, a wraz z nim przychodzi i uniezależnienie się od nich. I stajemy się bez-interesowni i swobodni w naszych uczuciach.

Dopiero wówczas może w nas zaistnieć harmonia, a od niej zależą wszystkie nasze z ludźmi stosunki. Albowiem przyczyna tarć i konfliktów z różnymi ludźmi tkwi zawsze w nas samych; ja sam, moje małe "ja" jest tą przyczyną, a nie ten drugi człowiek; ten splot pragnień, pożądań, nagromadzonych resztek nie domyślanych myśli, nie doczutych do dna uczuć - to "ja" - jest przyczyną tarć. Gdybyśmy jeno mogli zrozumieć że w stosunkach z ludźmi rzeczą najważniejszą nie jest jak ten drugi człowiek postępuje, a jak postępuję ja, wszystkie międzyludzkie stosunki uległyby zasadniczej zmianie. Chodzi o to czym my sami jesteśmy, a nie o to czym są inni ludzie. Tylko człowiek głęboko harmonijny w sobie, może być w harmonii z innymi.

Nasze odnoszenie się do ludzi, różne rozwijające się z nimi stosunki, mogą się dla nas stać najlepszym zwierciadłem siebie samych, bo w nich wykazują się, jakby mimo woli, nasze własne słabości i braki, jak i tzw. zalety. Ale znów trzeba bardzo bezstronnie i uważnie obserwować swe reakcje i oddźwięki w stosunku do ludzi, swe zależności i pragnienia, aby móc siebie w tym zwierciadle ujrzeć bez skrzywień, ani załamań. W istocie musimy przyznać iż szukamy w innych własnego zadowolenia i przyjemności, czasem otuchy, potwierdzenia naszej wartości itp. A gdy tych przez dłuższy czas nie znajdujemy, "rozczarowujemy się", odchodzimy, szukamy zadowolenia gdzie indziej i albo w goryczy "zawodu" idziemy w samotności albo w pewne abstrakcyjne fikcje; lubimy wówczas mówić o wszechmiłości kosmicznej, czy też miłości Boga - jakby można było kochać Boga niewidzialnego - gdy nie zdołamy kochać człowieka tuż obok. Uchodzimy również w teorie, wierzenia, filozofie pojęć abstrakcyjnych; a wówczas miłość staje się również abstrakcją, czymś oderwanym od życia, albo też wrażeniem, naskórkową emocją, nie rzeczywitością. Owo oddalanie się od ludzi, prawiąc szeroko o miłości powszechnej, kosmicznej, jest jeno uciekaniem od tego co jest, "eskepizmem". Nieraz widząc lub, pamiętając że z kochaniem człowieka łączy się zawsze cierpienie, wysiłek i trud, że stawia nas ono wobec wciąż nowych problemów, powiadamy sobie iż łatwiej i milej jest kochać abstrakcję, ideał, i nie dostrzegamy iż jest to oszukiwanie siebie, wyżywanie się w intelektualnym emocjonalizmie.

Ciekawe jest również twierdzenie Krishnamurtiego że zanim nie zobaczymy w sobie i nie zrozumiemy jasno działania zaborczości i żądzy posiadania, wszelka praca nad rozwijaniem dobroci, szczodrobliwości, wielkoduszności itp. jest tylko utrwalaniem poprzednich, bo owe cnoty są ich odwrotnością, więc znajdują się na tym samym co one poziomie; a uniezależnienie się - to całkowite ich przekroczenie, wyjście poza nie. Tak samo umyślne rozwijanie w sobie współczucia, czy przebaczenia, bez uprzedniego wszechstronnego zrozumienia całego naszego stosunku do ludzi, prowadzi tylko do subtelnych form dumy, wywyższania się, odosabniania. Dopiero gdy do dna zrozumiemy jak w nas działa żądza posiadania i wyłączności, współczucie i serdeczność pojawia się w nas same. Jest to twierdzenie o tyle rewolucyjne, że przeczące X metodom tzw. "pracy nad sobą" "wyrabiania charakteru" itd. praktykowanych w różnych zrzeszeniach, zakonach i stowarzyszeniach, o celach "duchowych". Co Krishnamurti uważa za największa ułudę, bo w życie prawdziwie duchowe człowiek tylko sam może wejść, a wszelkie zrzeszenia są tylko przeszkodą, w odkrywaniu swobodnym Prawdy.

*     *     *

Jeszcze parę urywków z tzw. dyskusji ze słuchaczami tj. zebrań gdzie Krishnamurti wyjaśnia ich zagadnienia, podkreślając zawsze że nie daje żadnych gotowych odpowiedzi, a razem z pytającym ich szuka, [zmuszając go tym sposobem do myślenia] bo - jak twierdzi - rozwiązanie każdego problemu leży w nim samym, w sposobie w jaki pytanie postawimy.

Oto parę przykładów:

Pytanie: Czy dobrze zrozumiałem iż twierdzisz że przez ciągłe ćwiczenie się w szybkim uświadamianiu sobie przyczyn każdej myśli, lub uczucia, prawdziwe nasze "ja" zaczyna się przejawiać?

Krishnamurti: Jeśli przyjmiemy że istnieje "prawdziwe'' i "fałszywe" "ja", nie będziemy mogli zrozumieć co jest Prawdą. Czyż nie widzicie jak się dzieje z odkrywaniem jej? Oto udajemy się w podróż odkrywczą; aby odkrywać nieznane myśl nasza musi być wolna od wszelkich z góry przyjętych założeń, hipotez, wierzeń; są one tylko przeszkodą. Chcąc być zdolnym do odkrywania trzeba być swobodnym i czujnie odbiorczym. W odkrywaniu Prawdy, to, co inni wiedzą nie ma dla nas znaczenia i nie może być pomocą, gdyż Prawdę człowiek tylko sam może znaleźć, nikt inny nie może mu jej dać; nie można podać modrości. Prawda nie jest nagrodą za wysiłki, nie jest wynikiem ćwiczeń, ani żadnych metod, nie może być aksjomatem ani formułą. Gdy formułuje się prawdę, to znaczy ujmuje się ją w tezy i twierdzenia - traci się ją; wszelkie hipotezy, wyciąganie wniosków, konkretyzowanie, od razu ją zasłaniają i uniemożliwiają przeżycie. Tylko przez badanie siebie można odkryć prawdę o sobie, o swoim "ja". Ważne jest właśnie to odkrywanie - bowiem tylko ono uwolni nas od niewiedzy i tarć, nie zaś takie czy inne przeczenia lub twierdzenia na temat Prawdy. Jasno zobaczyć jak dalece nasze uczucia i myśli są wrośnięte w podłoże różnych wierzeń, przekonań, utartych pojęć; zrozumieć znaczenie wewnętrznej rozterki, stałego ścierania się przeciwieństw i ciągłych sprzeczności; stać się świadomym swych pożądań, błahych zewnętrznych zamiłowań, namiętnej chęci przedłużania i utrwalania swego "ja" - to oswobodzić się od niewiedzy i cierpienia.

Pytanie: Jak sobie poradzić z dręczącym nas problemem?

Krishnamurti: Aby rozwiązać jakiś problem, aby go zrozumieć, trzeba mu udzielić najwszechstronniejszej i niepodzielnej uwagi. Udział w jego zrozumieniu musi wziąć tak nasz świadomy umysł, jak i wewnętrzna nieświadoma psychika. Na nieszczęście staramy się zazwyczaj rozwiązywać nasze problemy powierzchniowo, angażując w to tylko drobną cząstkę naszej psychiki, tzw. umysł świadomy lub intelekt. Ale całokształt naszej świadomości, nasze myślo-czucia są odeń nieskończenie większe, tj. świadoma część jest drobnym ułamkiem głębszej, nieznanej nam całości. Znamy zazwyczaj tylko tę powierzchniową część i to niedokładnie, A chcąc zrozumieć jakiś trudny, palący problem, musimy przede wszystkim uciszyć zewnętrzny umysł, usunąć zeń chaos i "rozgadanie", starać się skupić na tym zagadnieniu całą myśl i uczucie, spojrzeć nań jak najszerzej i najrozumniej, a bezstronnie i beznamiętnie. W takiej ciszy i bezstronności tworzy się w umyśle świadomym jakby jasna, czysta polana, a przy czujności wewnętrznej może paść na nią światło naszej głębszej nieświadomej myśli. Gdy zgarniemy w ten sposób zawartość wielu warstw myślo-czuć w jedną syntezę, będziemy mogli problem rozwiązać.

Pytanie: Jak można nauczyć się prawdziwego skupienia?

Krishnamurti: Czyż nawet początek samo-wiedzy nie wymaga skupienia? Prawdziwe skupienie pojawia się wraz z samo-świadomością (awareness). Można przyjąć różne tematy rozmyślań - [medytacji] - i zanurzać się w nią całkowicie, ale to nie zbudzi rozumienia (understanding), i nie doprowadzi nas do odkrycia Rzeczywistego i Prawdy; może rozwinąć dobroć, czy inne pożądane cechy, lecz te wzniosłe rozmyślania w istocie nadal wzmacniają w nas ułudę i zasilają nasze "ja". Toteż zamiast praktykować tego rodzaju oddzielającą się od wszystkiego i wszystko eliminującą koncentrację, pozwólcie myśli płynąć swobodnie, myślo-czuciom przejawiać się bez przeszkód, patrzcie uważnie starając się wniknąć w nie i zrozumieć każdy ich ruch, każde drgnienie. Postarajcie się domyśleć każdą myśl do końca, przeżyć każde uczucie do dna, najszerzej, najgłębiej, jak was na to stać. Wówczas poznacie że z tego zdawania sobie sprawy ze swego świata płynie szerokie, wszechstronne skupienie, które nic nie wyklucza, a wszystko ogarnia, medytacja o którą się nie staracie, która się nie staje, a jest.

Nie można powiedzieć iż jest to łatwe. A skupienie takie należy utrzymać w przeciągu całego dnia, nie tylko w pewne określone chwile. Trzeba mieć dużo wytrwałości i zapału aby tego doświadczyć; a tego nie dadzą wam książki ani uczęszczanie na zebrania, nie pomogą wam też żadne metody ani techniki.

Pełnię takiego skupienia poznajemy dzięki samo-świadomości tj. rozumieniu całej naszej psychiki, powstaje w niej głęboka cisza, jasność i otwartość całej naszej istoty. l wówczas możemy dotknąć Rzeczywistego...

Na tym zakończę. Czy nie macie wrażenia moi słuchacze, że ocean bije o nasze serca? Ocean modrości, wolności, światła? Może byśmy otworzyli szeroko drzwi naszych domostw i serc, aby przynajmniej usłyszeć ten porywający głos?